niedziela, 7 czerwca 2026

Klatki schodowe – kiedy architektura była sztuką.

Wracamy na szlak kamienic, tym razem krótkie zestawienie perełek, które zakrywa przed naszymi oczami najczęściej brak remontu i ogólne zaniedbanie.
Mimo to zaglądam za ich próg i odkrywam przed Wami to co niedostępne – ich pierwotne piękno rodem z wieku innego życia, innego świata – kiedy architektura była sztuką.



Kamienica "Pod Pstrągiem"
Wólczańska 74

Fasada, której nie można przeoczyć spacerując tą ulicą. Zobaczymy na niej m.in. pelikany, a u samej góry, niestety słabo widoczna pod siatką zabezpieczającą – figura prządki.

Właścicielem kamienicy był Reinhold Stenzel (wcześniej zaś: Rudolf Pfennig).
Budynek wystawiono w pierwszych latach XX wieku.
Podejrzewa się, że figura prządki mogła mieć związek z zawodem Stenzela, którego ojciec był w istocie tkaczem.

A skąd nazwa "Pod Pstrągiem"?

W roku 1954 istniał teatr "Pstrąg" (Studencki Teatr Satyry) i przy okazji jeden z pierwszych teatrów studenckich w Polsce.
Sztuki jakie tam wystawiano, były anty-nastawione do ówcześnie panującego systemu, a pstrąg – jest rybą, która pływa pod prąd.

Z podwórza widać charakterystyczny budynek, jest to modernistyczny gmach PZU.

Klatka schodowa – daj Boże aby znów takie budowano – wytwornie kuta balustrada, mój ulubiony prześwit pod stopniami, parkiet na spocznikach ułożony w jodełkę, a do tego skromne witraże w oknach... witraże!



Czysta finezja...














Skromna z zewnątrz, perełka wewnątrz
Żeromskiego 14



Któż by się spodziewał, że w takiej kamienicy znajdzie się coś ciekawego? Jednakże nie wolno zapominać, że lata powstawania łódzkiej zabudowy, sięgały czasów, w których projektowało się ze zmysłem estetyki i zawsze taka zabudowa może pozytywnie zaskoczyć.


Mimo iż elewacja nie dysponuje niczym ciekawym, możliwe jest, że jak wiele budynków, została "oskrobana" ze swojego powabu.
Także należy pamiętać, że we wnętrzach zawsze można natknąć się na coś WOW. Np. układ schodów, czyli jak tutaj – mój ulubiony kręciołek.

Wciąż uczę się NIE pomijać ani NIE lekceważyć "brzydszej" zabudowy... Czasami jeszcze się nacinam i omijam, a później podziwiam spektakularne wnętrza u kogoś innego.











Dawny hotel "Bristol"
Próchnika 11

Pierwotnie budynek był narożny, a od strony Próchnika dwa razy dłuższy.
Obecny kształt otrzymał w latach sześćdziesiątych XX w., większy fragment kamienicy wyburzono celem poszerzanej ulicy Zachodniej.

fotopolska.eu | lata 1910 1914



W roku 1903 właścicielem posesji był Gustaw Łaski. Sześć lat później następny właściciel Hersz Gorelik otrzymał pozwolenie na wybudowanie murowanego, czterokondygnacyjnego hotelu projektu Dawida Lande.
Kolejne dwa lata później budynek rozbudowano, wykorzystując parcelę pod numerem 13, gdzie wówczas stała nieruchomość braci Józefa i Romana Petrykowskich.

W roku 1919 "Bristol" został skonfiskowany przez władze miasta i przeznaczony na siedzibę Urzędu Wojewódzkiego.
Właściciele hotelu byli rzecz jasna przeciwni. Wtedy było nimi małżeństwo Abram i Łaja Kurc.
Doszli do jako takiego porozumienia, zachowali hotel pod warunkiem opłacania comiesięcznego czynszu za dzierżawę obiektu.

Aktualnie w kamienicy działa Miejska Przychodnia Wieloprofilowa "Śródmieście".


Już w samej sieni wejściowej uwagę zwracają sztukaterie, a dalej stare zdjęcia budynku.













Od podwórza.





Dom Bernarda Hassa
Senatorska 8

Zaczęło się od Przędzalni Zgrzebnej i Wigonii Gajewski Mejer Spadkobiercy, uruchomionej w roku 1913.
Zakładem zarządzali Mendel Gajewski, Hena Gajewska i Józef Rozenberg.
Siłą roboczą było 70 robotników, mechaniczną 3180 wrzecion odpadkowych oraz silnik elektryczny o mocy 75 HP.


Dom z wraz z portiernią został wzniesiony w latach 1951-1994.
Należał do fabrykanta Bernarda Hassa.
Wcześniej funkcjonowała tu niewielka stołówka dla robotników (1899-1900).















Zawsze mówiłam o Łodzi jako o mieście z wielkim potencjałem.
Odkrywanie go, stało się moim hobby, które okazało się niekończącą się historią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz