Łódzkie ZOO powstało na ostatnim skrawku dawnej Puszczy Łódzkiej. Wtedy jego obszar wynosił 8,9 ha. Pierwszym sprowadzonym do zoo zwierzakiem był jeleń o imieniu Boruta. I to był zwierzak, który przywędrował do Łodzi sam. Złapano go na placu Reymonta. Po drugiej wojnie, przeniesiono tu sporą liczbę zwierząt ze zniszczonego wrocławskiego ZOO.
Dziś pokażę całą resztę ZOO, aby przybliżyć temat tym, co jeszcze nie byli, oraz tym, co pamiętają to miejsce sprzed wielu wielu lat. Było okropnie, nie oszukujmy się.
Kto jeszcze nie widział świata podwodnego w Orientarium? ➝azjatyckie baseny
Park Źródliska I to najstarszy park w Łodzi. To tutaj znajduje się fascynująca egzotyczna flora, pośród której przez cały rok możemy poczuć się jak w odległej strefie klimatycznej. Niesamowicie jest zwłaszcza zimą, kiedy przechadzając się pod palmami, obserwujemy sypiący za szklaną ścianą śnieg. Ale tylko w sezonie ciepłym, dostępny jest cały ogród zewnętrzny. Jaki wariant wybierzesz?
Lubię tu wracać. Świat podwodny zawsze mnie nęcił, od toni nigdy nie potrafiłam oderwać oczu. Od dziecka – kiedy zobaczę gdzieś akwarium – muszę się zatrzymać. Obecnie mam w domu malutkie akwarium, jest ono substytutem tego, na co chciałabym patrzeć w salonie. Moja druga zoo-miłość to gady, terrarystyka.
Chcę Wam pokazać całe ZOO, aby przybliżyć temat tym, co jeszcze nie byli, a pamiętają to miejsce sprzed wielu wielu lat. Było okropnie, nie oszukujmy się.
Podwodny tunel długi na 26 metrów, 7 zbiorników oceanicznych – ponad 3 miliony litrów wody, a w niej 1300 przedstawicieli 180 różnych gatunków.
Cały kompleks Orientarium jest najnowocześniejszym w Europie miejscem skupiającym uwagę na Azji Południowo Wschodniej.
Na powierzchni 10 boisk piłkarskich wiją się szlaki turystyczne pośród genialnie zaaranżowanych domostw dla egzotycznej flory i fauny. Zwierzęta żyją na dużych przestrzeniach w grupach kilkugatunkowych, adekwatnych sąsiedztwom jakie mają w naturze. Koegzystują ze sobą, tudzież ignorują się.
Dziś przyjrzymy się azjatyckim basenom.
Przypominam, że w dniu urodzin wejście jest za darmo | dla posiadaczy Karty Łodzianina, jedno wejście w roku jest za darmo.
Jedno z najpiękniejszych wnętrz w Łodzi opakowane w nietuzinkową formę jak na pałac. Jeżeli nie jesteś z Łodzi, koniecznie musisz to zobaczysz. Jeśli tu mieszkasz, a jeszcze nie widziałeś na własne oczy, warto nadrobić.
Wzniesiony w latach 1904-08 dla syna jednego z bardziej znanych w Łodzi, fabrykantów – mowa o Izraelu Kalmanowiczu Poznańskim. Jego syn to oczywiście Karol Poznański. Sama nie rozumiem dlaczego pokazuję ten obiekt dopiero teraz...
Dziś zapraszam Was do kantoru Izraela Poznańskiego, który mieści się przy ulicy Ogrodowej, tuż przy pałacu. Budynek przeszedł gruntowną rewitalizację, więc tym bardziej jest co pokazać.
Eksploracja naszej łódzkiej secesyjnej elektrociepłowni szlakiem dość nietypowym, którego nie znajdziecie w żadnym wariancie zwiedzania obiektu.
Miejsca niedostępne dla turystów, ponieważ użytkowanie pokazywanych tu schodków, kładek i drabinek, mogłoby skończyć się czerwoną zupą na samym dole. Zasady bezpieczeństwa, oraz realne możliwości fizyczne wielu ludzi, wykluczają taką trasę zwiedzania.
A ja jestem od tego, by pokazywać m.in. to co niewidzialne na co dzień. ;)
Na gwiazdkę nie czekam. Od lat nie obchodzę świąt wzorcowo i tradycyjne, czego nie uważam za brak. Jestem w tym wolna. Cieszę się miejskimi iluminacjami, mam też własne w domu przez cały rok (lampki okręciłam wokół biurka, to moja lampka nocna).
Wyszedłszy przed laty z religijności, wiele zmieniło się w moim życiu. Rodzina zawsze jest blisko, przez cały rok. Pierogi i grzybowa też. Czekam na te dni, bo więcej wolnego sprzyja kreatywnemu planowaniu. Nie będzie nudy.
Historię secesyjnej elektrowni Scheiblera przedstawiłam pokazując jej serce, czyli maszynownię i stojące w niej turbiny ➜ "secesyjna perła zakładów" zdjęcia i historia. | Dziś opowiem Wam co jeszcze dzieje się na tym terenie i jak dalej rozwija się ta inwestycja.
Fuzja to dosyć unikalne miejsce, ciekawe i przede wszystkim takie, które na świecie określane jest mianem destination place, czyli osobną małą dzielnicą, swoistą enklawą z niepowtarzalnym wyglądem.
8 hektarów dawnej fabryki zrewitalizowane przez Grupę Echo - Archicom, doceniona przez MIPIM Awards w kategorii Best Urban Regeneration Project oraz Special Jury Award.
Kontynuacja artykułów o miejskich elektrowniach. Poznaliśmy techniczną stronę działania łódzkich elektrowni, pora na ostatnią i najbardziej niezwykłą, przy której skupimy się na architekturze. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków imperium Scheiblera. Secesyjna elektrownia została wybudowana w roku 1910, posiada imponującej masy, 80-metrowy komin. Budynek odrestaurowano, teraz stał się centrum kulturalnym tego miejsca, które nosi nazwę "Fuzja". Najwięcej dzieje się na parterze w kotłowni gdzie często są otwierane drzwi dla festiwali, wystaw, kiermaszu, a nawet seansów kinowych.
Tymienieckiego 11d
Jest to najstarszy w Polsce żelbetonowy obiekt przemysłowej konstrukcji ramowej. Zachowany w świetnym stanie wraz z wyposażeniem i wystrojem wnętrz w stylu secesji.
Jedno z najmniej typowych miejsc do zwiedzania i jedno z najmniej oczywistych miejsc na spędzenie całego dnia... ale nie dla mnie, znacie mnie już na tyle...
Nasza łódzka, dziś już zabytkowa elektrociepłownia w roku 2018 odkryła swoje tajemnice. Rozdawała prąd i ciepło do roku 2000. Zachowano historyczny układ zabudowań, kubaturę, formę i większość cech elewacji.
📌 Targowa 1/3
Pora zaznajomić się czym było dawniej to miejsce, oraz czym jest dzisiaj.
Co można ciekawego robić w Łodzi, jak konstruktywnie spędzić dzień wolny i mieć uczucie wartościowo przeżytego czasu? Na te pytania wychodzę z odpowiedzią – propozycją. Spacer przewodnicki, ale nie byle jaki. Bo porządny przewodnik, otwiera maluczkim różne sekretne drzwi.
Pozaglądaliśmy do podwórek, obejrzeliśmy wille i fabryki i wielu ciekawych historii mieliśmy przyjemność posłuchać w przystępnie opowiedziany sposób.
Dla uzupełnienia fotoreportażu, dorzucam od siebie parę zdjęć z wnętrz niektórych omawianych dziś budynków. Kolejność odwiedzanych miejsc, może się różnić od chronologii spaceru.
Jeden przewodnik po Rudzie już był. Konkretny – merytoryczna pigułka. Dziś dla odmiany, zapraszam Was na FOTOspacer w zbliżeniach. Mało tego – w parę miejsc wciśniemy się do środka!
Taki spacer odbyłam w pełni jesieni. Słoneczna pora października, zaiste sprzyjała malowniczym kadrom.
"Człowiek bez choćby jednej tajemnicy jest jak orzech, z którego po rozłupaniu zostaje sama skorupa. Ludzie za często dbają tylko o skorupę."
– Dorota Terakowska "Poczwarka"
To samo jest z domami, kamienicami, willami... Często oglądamy tylko jego fasadę i tym się zadowalamy. Ja lubię zajrzeć pod skorupę i wtedy okazuje się, że to bardziej małż z perłą był, niźli orzech.
Nie spędzam świąt w tradycyjny sposób, jest to zwykły dla mnie dzień już od wielu lat. Nie mam poczucia straty. Odpoczywam. Naprawdę. :) Jestem wierząca, ale nie religijna. To, co w tym okresie naprawdę lubię, to uliczne iluminacje. Światełka odczarowują mroki nocy. Cieszę się, że w naszym mieście jest ich tak wiele. Pokusiłam się o zestawienie, wcale nie krótkie – potężna kompilacja zdjęć z różnych punktów Łodzi.
Dawniej osada fabryczna, a potem miasteczko. Łódź połknęła Rudę Pabianicką w 1946 r. Wtedy narodził się problem z nazwą ulicy, która niegdyś nosiła imię Stefana Żeromskiego, ale Łódź już posiadała ulicę jego imienia, więc wymyślono, że nazwą ją od tytułu powieści tegoż pisarza: "Popioły".
Właściciele z Warszawy w XIX wieku dokonali parcelacji tychże ziem na sprzedaż. Nabywcami głównie byli fabrykanci żydowskiego i niemieckiego pochodzenia, m.in. Teodor Steigert.
Zapraszam Was na fascynującą podróż, po jednej z najbardziej baśniowych zakątków Łodzi, gdzie legendy głoszą, że straszy, ale każda tego typu historia z osobna, została tutaj zdementowana. Mimo wszystko klimat osiedla willowego jest na tyle oryginalny, że z pewnością niejedną osobę przeszedłby dreszcz, gdyby został tu sam nocą.
W tę podróż zaprosił pewien opowiadacz historii zwykłych i niezwykłych Radek Stępień, znany bliżej czeluściom Internetu jako Redman. Jego wędrówki pokazują nam nieoczywistość Łodzi, jej zakamarki, miejsca trudno (lub wcale nie) dostępne, a historie jakie przynosi z własnych przygód eksploracyjnych, są przyciągające uwagę. A ponieważ to nie moja pierwsza i nie ostatnia wędrówka z Redmanem, pozwoliłam sobie na stworzenie osobnej zakładki. Po co? Bo te wycieczki będą się wyróżniać. Muszę więc zamieścić tu parę starszych spacerów do kompletu... i co dalej? Chodzić na kolejne. 😏
Pamiętam pierwszy spacer w jakim uczestniczyłam, było kameralnie, a teraz była pielgrzymka. Jak sobie z grubsza sprawę przemyślałam, doszłam do wniosku, że to na pewno przez moją reklamę. 😆
Zachęcam najpierw do obejrzenia filmu. Mimo wszystko obraz ruchomy i dźwięk, są najlepszy nośnikiem emocji i wrażeń: (Przed obejrzeniem, popraw jakość, YT upraszcza)
Włóczenie się po mieście wszczepili we mnie moi rodzice. Kiedyś był to w zasadzie chleb powszedni, razem szwendaliśmy się po ulicach, czasem mieliśmy obrany jakiś cel, lecz nie zawsze. Przejść całe miasto z Bałut aż na Widzew? (Piszę "całe", bo nikt w tamtych czasach nie słyszał o Janowie czy Olechowie. 😉); Żaden problem. Mieliśmy swoje utarte ścieżki, ulubione lokacje, np. przystanki na bary mleczne (których dziś już nie ma). Lata później zaczęłam się włóczyć z kumplami ze szkoły. Pierwsze wagary jakie zaliczyłam, to razem z paczką ubranych na czarno metalowców → na pieszo do Ozorkowa. W następnych latach dużo włóczyłam się sama. Nie miałam nigdy problemu, by eksplorować świat w pojedynkę, na urlop też często wyjeżdżałam sama.
Jest unikatowy, nie ma co kryć, myślę, że na skalę kraju jest bardzo konkurencyjny dla wielu koncepcji tego typu. Ten jaskrawo pomarańczowy kompleks łączy najwyższej klasy biura z kulturą i gastronomią. Jest efektem rewitalizacji zabytkowych zakładów Monopolu Wódczanego z XX wieku. Te historyczne budynki przemieniono w komfortowe miejsca pracy oraz miejsca służące spędzaniu wolnego czasu.
Monopolis znany jest również pod nazwą Spirit of Łódź. Czy słusznie? Zapraszam na krótki spacer:
Pod wodzą znanego łódzkiego przewodnika i pasjonata Łodzi, odbyliśmy w minioną niedzielę spacer po największej nekropolii żydowskiej w Polsce, która mieści się właśnie w naszym mieście przy ulicy Brackiej.
Poza bogatą zawartością historyczną, wyniosłam ze spotkania kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia. A czy Wy wiedzieliście, że na cmentarze żydowskie nie powinno się mówić "kirkut"? Ponoć żydowska brać walczy z tym błędem, ale słowo zostało tak spopularyzowane, że pojawia się nawet w książkach. Słowo to przez samych Żydów jest postrzegane negatywnie, lepiej więc mówić po prostu "cmentarz".
Lubię to miejsce, lubię widok industrialnej zabudowy połączonej z naturalnym życiem wielkiego miasta. Lubię pofabryczną infrastrukturę, która stała się charakterystycznym zasobem miasta w materialne wartości i styl funkcjonowania po łódzku. O manufakturze historycznie rozpisałam się tu ⏩imperium łodzian ⇀ dziś na zdjęciach fabryka z innej perspektywy, materiał z góry. A na koniec będzie niespodzianka.
Przedostatniego pogodnego dnia dla Łodzi, wybraliśmy się na spacer na OFF-Piotrkowska. Tam znajduje się nietypowy sklep dla zdrowych i chorych, który po licznych perturbacjach w końcu udało nam się odwiedzić.
Słońce pięknie rozlewało się po głębokich labiryntach dawnej tkalni Franciszka Ramischa, było nader przyjemnie.