Deszcz symbolicznie można przyrównać do odrodzenia – wszak najwięcej go na wiosnę, kiedy przyroda budzi się po długiej przerwie. Można kojarzyć go z oczyszczeniem, podobne łzom krople, które wypłukują z człowieka smutek.
Bardzo często z deszczem związane są stany naszych emocji. Np. ja jestem wtedy pobudzona, a niektórzy najchętniej nie wychodziliby spod koca.
Pokażę Wam dziś jak wygląda rzeczywistość – czyli zdjęcia w deszcz od podszewki.
Kolejna wspaniała przygoda na dwóch kołach, tym razem dla łódzkiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. A temat bardzo ciekawy, bo dotyczy łódzkiej wody.
Czy łódzka woda jest najlepsza? W 20 studniach woda jest tak dobrej jakości, że nie wymaga uzdatniania. To prawda, że wodę w Łodzi można pić prosto z kranu, bowiem woda pochodzi ze studni głębinowych. Jest bogata w wapń, magnez, sód i fluorki – ponad 330 mg minerałów na litr.
Jak podaje ZWIK, Łódzka woda badana jest regularnie "...nie tylko w stacjach uzdatniania i przy wtłaczaniu do sieci wodociągowej, ale również z kranów w 90. punktach miasta...". Badania te wykazują, że "...pozbawiona jest chorobotwórczych mikroorganizmów, szkodliwych metali ciężkich, pestycydów, detergentów, a występujące w wodzie niektóre chlorowcopochodne mieszczą się w zakresach norm określonych w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia..."
Wiele o studniach i rzekach mogliśmy usłyszeć na wycieczce edukacyjnej prowadzonej przez przedstawiciela słynnej już grupy cyklistów EC1 NAKRĘCA.
Wyprawa była przepiękna krajobrazowo... zresztą zobaczcie sami:
Ostatnio witają nas dni w dosyć ponurym klimacie, mam wrażenie, że wczesne ciemności wieczora, odbierają nam ten kasandryczny stan i odmieniają koloryt na bardziej pozytywny, bo ze świątecznym duchem. Ale zanim pokażę Wam uliczny tenor łódzkiej gwiazdki, powrócę do jesieni, która w naszym mieście była wyjątkowo piękna. A przy okazji opowiem parę słów o tym co jest na zdjęciach.
/źródło zdjęcia Dziś w tle z lewej strony, stoi kompleks handlowy.
Dawniej osada fabryczna, a potem miasteczko. Łódź połknęła Rudę Pabianicką w 1946 r. Wtedy narodził się problem z nazwą ulicy, która niegdyś nosiła imię Stefana Żeromskiego, ale Łódź już posiadała ulicę jego imienia, więc wymyślono, że nazwą ją od tytułu powieści tegoż pisarza: "Popioły".
Właściciele z Warszawy w XIX wieku dokonali parcelacji tychże ziem na sprzedaż. Nabywcami głównie byli fabrykanci żydowskiego i niemieckiego pochodzenia, m.in. Teodor Steigert.
Zapraszam Was na fascynującą podróż, po jednej z najbardziej baśniowych zakątków Łodzi, gdzie legendy głoszą, że straszy, ale każda tego typu historia z osobna, została tutaj zdementowana. Mimo wszystko klimat osiedla willowego jest na tyle oryginalny, że z pewnością niejedną osobę przeszedłby dreszcz, gdyby został tu sam nocą.
W tę podróż zaprosił pewien opowiadacz historii zwykłych i niezwykłych Radek Stępień, znany bliżej czeluściom Internetu jako Redman. Jego wędrówki pokazują nam nieoczywistość Łodzi, jej zakamarki, miejsca trudno (lub wcale nie) dostępne, a historie jakie przynosi z własnych przygód eksploracyjnych, są przyciągające uwagę. A ponieważ to nie moja pierwsza i nie ostatnia wędrówka z Redmanem, pozwoliłam sobie na stworzenie osobnej zakładki. Po co? Bo te wycieczki będą się wyróżniać. Muszę więc zamieścić tu parę starszych spacerów do kompletu... i co dalej? Chodzić na kolejne. 😏
Pamiętam pierwszy spacer w jakim uczestniczyłam, było kameralnie, a teraz była pielgrzymka. Jak sobie z grubsza sprawę przemyślałam, doszłam do wniosku, że to na pewno przez moją reklamę. 😆
Zachęcam najpierw do obejrzenia filmu. Mimo wszystko obraz ruchomy i dźwięk, są najlepszy nośnikiem emocji i wrażeń: (Przed obejrzeniem, popraw jakość, YT upraszcza)
Jeśli szukasz ciszy i pełnego doświadczenia przyrody, możesz to mieć za cenę niedługiej wycieczki za Łódź. Gdy będziesz na miejscu, opuść spacerowe ścieżki i nie bój się wejść w mokradła. To trudny teren, będzie wymagał lepszego obuwia. Będąc tam niedługi czas, spotkałam zaskrońca. Ten tchórzliwy zwierzak zaczął uciekać zanim go zauważyłam. Sporo czasu mogłam poświęcić trzepli zielonej, pięknie mi pozowała do zdjęć i filmu. 70 mm rozpiętości skrzydeł, 60 mm długość ciała, to duży okaz, na pewno nie przegapisz. To gatunek pod ścisłą ochroną. Nagrałam w sumie mnóstwo filmów tutejszej fauny i flory jak np. żuki przy ziemnej pracy. Dla bystrego oka, życie tutaj tętni jak mało gdzie.
To 42,43 ha mszaru w rozległej dolinie między wydmami.
🗝 „Łagiewniki bez tajemnic” 🚵♂️ przewodnik Krzysztof Gol organizowane przez Zielona Łódź ⌛️ wycieczka z dnia 11 sierpnia 2025
To był zacny powód dla którego warto było założyć rowerowe gatki z gąbką, czyli "antygwałtki". I to się nazywa wyprawa! Szczerze polecam takie inicjatywy, piękna przygoda, pożyteczna, bo z dużą dawką wiedzy historycznej –wędrówka, którą zapamiętam do końca życia.
Łódź jest moją dumą. Od kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, a to było sporo lat temu, moje miasto stanowiło drzazgę w sercu kraju. Ani ładne, ani zadbane, szare i nieprzyjazne. Ale zawsze widziałam w nim potencjał. Stare obdarte elewacje siłą wyobraźni przeobrażałam w piękne kamienice. Rzeźba wielu posesji to dzieło sztuki. Prawie na każdej ulicy znajdę jakąś perłę.
Dzisiaj czuję dumę przejeżdżając całe miasto, oglądając te bardziej prestiżowe uliczki – to że w ogóle są prestiżowymi - cieszy mnie. Piotrkowska nie jest przereklamowana. Jest piękna. Łódzkie fabryki, które dostały nowe życie – cegła i żelazo - są zjawiskowe. Kwitnące rabaty, uporządkowane parki, zadbane przystanki – to również cieszy.
W moich oczach Łódź zawsze była piękna. Za czasów szkolnych przy okazji czytania lektury Prusa, wyobrażałam sobie niektóre sceny – Rzeckiego i Wokulskiego właśnie na tych uliczkach z pięknymi kamienicami. Ta fantazja nadal pasuje mi idealnie do Łodzi.
W majówkowy tydzień jeździły po Łodzi zabytkowe autobusy i tramwaje.
Jest takie miejsce, o którym pisałam dokładnie dwa lata temu. Miejsce o którym nikt by nie powiedział, że znajduje się w mieście. Otoczone lasem, blisko użytków ekologicznych, a w jego sercu nieduży staw utworzony na rzece Sokołówce.
Lasy, użytki eko., mokradła, rzeka, opuszczony cmentarz, szlaki spacerowe... jeśli to Was ciekawi, zapraszam do poprzedniego, szczegółowego wpisu pełnego zdjęć ⏩Dzika strona Żabieńca.
Ostatnio pogoda zmienna jest... jak to pogoda. Nie można jej winić w lutym, że raczej jest zimno, słońca niewiele i najogólniej rzecz biorąc, jest po prostu zima. Śnieg spadł parę dni temu na jeden dzień, jak prorokowno z wyroczni synoptycznej, oczywiście drogowcy zaskoczeni. Skorzystałam z tej samej wyroczni i zaplanowałam sobotę na dwóch kołach. Konsekwencją ciepłego dnia i roztopów było oczywiście błoto i teraz doceniam wybór MTB a nie gravela jak wcześniej marzyłam. Większością dróg mogłam jechać, podczas gdy inni rowerzyści (w większości na crossach, turystykach) musieli te rowery prowadzić. Szerokie opony robią swoje, dały mi przewagę nad błotem i pomniejszymi rozlewiskami, które nadciągnęły z pól.
Babia Góra oczywiście jest w Łodzi, ale nie jest jedyną Babią Górą w Polsce. Nasza łódzka ma zaledwie 235 m n.p.m. i znajduje się na terenie Krajobrazowego Parku Wzniesień Łódzkich. Jest całkowicie zalesiona.
Jesienią Łódź jest pięknie strojona, a zimą Łódź stroi się sama. Pojawiają się wszędy miłe dla oka światełka, wieczorami robi się przyjemny nastrój, coraz więcej widać na ulicach uśmiechniętych twarzy. I choć nadal większość narzeka i pewnie będzie narzekać do grobowej deski, mnie nie odstępuje pogoda ducha i nie wypuszczam z ręki kija Włóczykija. W tych chłodnych miesiącach nazbierałam dla Was całe mnóstwo łódzkich widziadeł, które są przy okazji kwintesencją tego, jak można w moim mieście spędzać czas. Bo przecie nie tylko pracą człowiek żyje.
O tym zakątku opowiadałam już wielokrotnie, lecz nie ukrywam, że lubię wracać w ten rejon, zwłaszcza w okresie jesiennym. Dopiero rozpoczynał się październik. Oto jak pięknie jesień zaznaczała swą obecność:
Absolutna cisza... Taki nietypowy, bo zupełnie dziki zakątek miasta, który ma wiele walorów. Np. jest tu mało spacerowiczów, nie przyciąga (z wiadomych względów) tłumów, jest to miejsce dla poszukiwaczy spokoju i przede wszystkich dla osób nie stroniących od bliskości natury.
Krótko mówiąc – porządnie zarosło tutaj. Na wodzie rzęsa, na łące bujna nawłoć, ścieżka trudna do przebrnięcia. Taki klimat po prostu trzeba lubić.
Jest to fragment dawnej Puszczy Łódzkiej o powierzchni 9,8 ha, teren ściśle chroniony i ogrodzony.
To jeden z najstarszych rezerwatów w Polsce, oraz pierwszy w kraju, utworzony w granicach administracyjnych miasta.
Las o cechach naturalnych, obejmuje bagnisko olszowe, grąd oraz smugi łęgu jesionowo-olszowego.
Rezerwat jest obszarem niedostępnym dla zwiedzających.
W lesie panuje specyficzny mikroklimat, a poruszanie się utrudniają powalone drzewa, wszechobecna wilgoć, półmrok, podszyt z kolczastych roślin i zapadająca się ściółka.
To ostatnie miejsce jakie odwiedziliśmy tego popołudnia na rowerach. Jest moim odkryciem, ponieważ nigdy nie przyszedł mi do głowy taki pomysł, aby po wizycie nad stawem przy Zgierskiej, pójść dalej wzdłuż Sokołówki. W wielu miejscach rzeka przypomina bardziej kanał, lecz nieco dalej dostrzegłam jej naturalny styl.
Temperatura na minusie, słońce w zenicie, czas wolny → w tym miejscu rodzi się pomysł. Taki odradzający, wypełniający natchnieniem i zadowalająco wpędzający w tuzin następnych pomysłów.
Wsiadam na rower, jadę dobrze znanym szlakiem, opuszczam teren zabudowany. Las zamyka mnie w swoich objęciach, a za moimi plecami cichnie zgiełk. Wreszcie jestem we właściwym miejscu, czuję to w środku. Zmienia się zapach, otoczenie uspokaja.
Na drugim brzegu Bzury jedzie mężczyzna na koniu. Tam gdzie tafla nie zamarzła, pływają kaczki oraz łabędzia rodzina. Spacerujący alejkami ludzie cicho ze sobą rozmawiają. Na plaży Morsy, już nikogo to nie dziwi. Dawniej kąpiele we wpół zamarzniętym stawie wywoływały poruszenie, pisano o tym w gazetach, dziś to normalne.
Brus jest łódzkim osiedlem, które jak większość było pierwotnie miejscowością przyłączoną do granic miejskich, ale nadal są to peryferia, których krajobraz stanowią łąki i pola uprawne, a także duże połacie nieużytków. W pobliżu przepływa rzeka Łódka.
Jak podaje Wikipedia, nazwa Brus oznacza kamień, osełkę, a także urządzenie do mielenia zbóż. Niewykluczone, że jeszcze przed XVI wiekiem istniał tu młyn, który dotrwał przynajmniej do początku XVII wieku.
Ta nazwa na pewno będzie się Wam kojarzyć z Krakowem, a to po prostu nazwa licznych miejscowości i różnych obszarów w Polsce. W Łodzi Łagiewniki to spory obszar pięknych lasów zajmujących aż 1205,45 ha. W Europie jest to jeden z największych kompleksów leśnych znajdujących się w granicach miasta.