Jedna ze skromniejszych posesji w pierzei reprezentacyjnej części ulicy Piotrkowskiej. Dobrze zachowana o miłym kolorze kamienica frontowa, zachęca do zajrzenia do środka. Jest jedną z niższych w całej zabudowie śródmieścia, ale nie należy wcale do najstarszych.
Jedna z kamienic, w którą moim laickim zdaniem, warto byłoby zainwestować. Jestem fanką ciekawej architektury, a ta spodobała mi się już na pierwszy rzut oka. Może budowla nie jest nazbyt efektowna, ale czy ktoś odpowiedzialniejszy ode mnie, mógłby uznać, iż warto ją zachować? Tak się nie stało, więc tym bardziej cieszę się, że mogłam ją udokumentować na swoich fotografiach, gdyż niedługo zniknie ona z mapy Łodzi.
Budynek znajduje się na liście obiektów do wyburzenia na ten rok.
Muszę przyznać, że to temat dla koneserów. Większość pewnie powie, że budynek jest skrajnie szpetny, ale cóż... znajcie mój dziwny gust, mnie się on podoba. Szaro-zgniło-zielony kolor z zaciekami brudu – ten dość zaniedbany biurowiec, może grać bazę złoczyńców bez żadnej charakteryzacji. Surowość jest tutaj bezkompromisowa. Monolityczna fizis uzbrojona w wielkie okna jest dominantą przestrzenną, a widoki z niego są satysfakcjonujące. Przez kształt wieżowca, mówią na niego "Żyleta", ale mnie od dzieciaka kojarzył się z megalitycznym tosterem.
Wracamy na szlak kamienic, tym razem krótkie zestawienie perełek, które zakrywa przed naszymi oczami najczęściej brak remontu i ogólne zaniedbanie. Mimo to zaglądam za ich próg i odkrywam przed Wami to co niedostępne – ich pierwotne piękno rodem z wieku innego życia, innego świata – kiedy architektura była sztuką.
Miejsce bez wątpienia szczególne, bo w pełnej harmonii z żyjącymi tutaj kotami. Nie wiem ile jest ich dokładnie, mają bowiem swój osobny, jeszcze większy pokój, a przychodzą do ludzi kiedy chcą.
Prócz kawy i herbaty odbywają się tu zajęcia z felinoterapii dla dzieci, czyli innymi słowy terapii opierającej się na kontakcie z kotami, co stymuluje wydzielanie endorfin i redukuje stres. Są też zajęcia z kocim behawiorystą, więc warto obserwować stronę lokalu, bo to coś więcej niż herbaciarnia.
Całość dopina przytulny, domowo urządzony lokal w zacisznym krańcu głębokiego podwórza, z dala od ulicy. Koty wskakują na kolana, ale same sobie je wybierają.
W karcie:
Kilkanaście propozycji herbat, znajdzie się też coś dobrego dla kawoszy i koneserów gorącej czekolady. Są też smakowite desery.
Uczulam jedynie, że to malutki lokal, zdarza się, że trzeba poczekać aż zwolni się stolik. Z Kartą Łodzianina 20% tanie zniżki.