Łódzki fabrykant, jeden z mniej znanych, żydowskiego pochodzenia urodzony w roku 1845 w Drobinie na Mazowszu.
Działalność zapoczątkowana w roku 1893 – ręczne warsztaty – działano tu w tkaninie ubraniowej, wełnianej i mieszanej.
Fotografuje i opowiada kobieta rodem z Łodzi jeszcze przed 40-stką
Łódzki fabrykant, jeden z mniej znanych, żydowskiego pochodzenia urodzony w roku 1845 w Drobinie na Mazowszu.
Działalność zapoczątkowana w roku 1893 – ręczne warsztaty – działano tu w tkaninie ubraniowej, wełnianej i mieszanej.
Ciepłe uczucia wlały się w moje serce, kiedy na niebie zaczęły tańcować te ostatnie iskry słońca. Pomarańcz i fiolet, ciepłe światło i czarne kontury sylwetek budynków. Ten dostojny czas sprawił, że na moment zapomniałam o świecie.
To był krótki reset i odpoczynek dla ducha.
Fotografowanie miasta może być czymś więcej, własnym odpoczynkiem. Wspaniałym czasem, który budzi uśmiech i najprostszym szczęściem.
Nie ukrywam, że bardzo zależało mi, by pokazać Wam to miejsce. Jest kultowe, wielu Łodzian dobrze je poznało, a przy tym to wysokiej klasy, dobrze utrzymany zabytek, którego wnętrza potrafią zniewolić niejednego wielbiciela architektury.
Mimo tego, jest on mało znanym w świecie turystyki pałacem z Łodzi.
Bywa, że przechodzimy jedną ulicą setki razy przemierzając ją do pracy bądź szkoły. Gonimy czas, żyjemy intensywnie, doba jest za krótka aby się zatrzymać.
Dziś proszę Cię o to abyś zwolnił. Przystanął na tej ulicy, którą tak biegniesz codziennie. Rozejrzyj się i odczuj ciekawość tego miasta.
Ulica Wólczańska w Łodzi ma w sumie 4200 metrów. Od ulicy Próchnika w Śródmieściu, a dojdziesz nią do Pabianickiej na Górniaku, co daje 265 numerów. Dziś przyjrzymy się pewnej ich części.
Przespacerujmy się od ulicy Mickiewicza w kierunku Górniaka.
Łódzki modernizm jest przyćmiony przez pofabrykanckie dziedzictwo. Maria Nowakowska – przewodniczka po naszym mieście, łamie ten stereotyp i udowadnia, że architektura dwudziestolecia międzywojennego również magnetyzuje i to wcale nie mniej niż słynna gdyńska moderna.
Spacer inny niż wszystkie, jakie przedstawiałam Wam do tej pory. Tutaj główny kontent skupia uwagę na opowieści o kanonach piękna, przyglądając się jej szczegółom i prostym rozwiązaniom.
Cieszę się, że mogłam być uczestnikiem tego wydarzenia.
Dziś pokażę Wam dwa mniej znane w Łodzi lecz urodziwe obiekty, które ongiś należały do rodziny Rassalskich.
Głowa domu, obrotny przedsiębiorca, wystawił dla siebie i rodziny uroczą willę, a na to wszystko zarabiała fabryka. Wzorowo wiążąca interesy rodzinne w spójną całość, jak porządny sznur – nie do zerwania – a takiej metafory nie użyłam bez powodu.
Mawiano, że Łódź, to miasto tysiąca kominów, wszakże było ich ogromnie wiele – ba! to był istny dymiący las... lecz z całej puli wystających ponad horyzont "masztów" wielu firm, ostało się do dziś około sześćdziesięciu.
Kominy fabryczne były tematem spaceru z przewodnikiem, podczas którego odwiedziliśmy niedziałające już łódzkie fabryki.
Temat dosyć niszowy, mocno wkraczający na pole urbexu – kominy które nadal widzimy oraz te których już nie ma, na terenach upadłych fabryk.
namiary na przewodnika:
Andrzej Żak Przewodnik po Łodzi