Nie pamiętam kiedy Łódź stała się moją pasją. W tej historii należy dodać, że początek miał miejsce bardzo wcześnie, kiedy jeszcze nikt nie wykonywał żadnych rewitalizacji, kiedy naprawdę było ponuro na ulicach i w bramy bałam się wchodzić. Już wtedy widziałam w Łodzi wielki potencjał i mówiłam o tym, oczywiście ludzie pukali się w głowy.
To były czasy kiedy jeszcze nie fotografowałam tak zaciekle. Czasy, w których nie byłam kotem łownym lecz szarą myszą i wiele było dla mnie nieosiągalne, głównie przez stawianie sobie fikcyjnych barier.
Nie miałam odwagi wejść w nieznane, a opuszczone pałace i inne budynki, omijałam z dozą niepewności. Dziś pluję sobie w brodę, bo miałabym genialny dokument.
Młodość odeszła szczęśliwie i wcale teraz nie żartuję, bo z wiekiem nabyłam nie tylko odwagi. Zmienił się mój sposób myślenia i nie chciałabym już być tą osobą, którą byłam 15 czy 20 lat temu. Zbliżając się do półmetka życia, jestem szczęśliwa, że wyewoluowałam na osobę, którą jestem.
Dziś zapraszam Was w podróż z aparatem fotograficznym po moim rodzinnym mieście z krótkim słowem o łowieniu atrakcyjnych kadrów dla Was.
Przy czym dodaję, że nie uważam siebie za jakiegoś specjalistę. Po prostu kocham to robić.