Może niektórzy poczują się tu przytłoczeni, ale dla mnie stare cmentarze mają w sobie coś niezwykłego.
Nigdy nie ukrywałam, że zachwycam się grobowcami i kamieniarskim kunsztem minionych lat. Dla mnie to dzieła sztuki mistrzów sprzed wieków. Temu szaro-zimnemu obrazowi grobowych płyt, dopełniły atmosfery ciężkie ołowiane chmury będące zapowiedzią deszczu nad Łodzią.
Ogromne płyty Starego Cmentarza, to nie tylko walory estetyczne starej rzeźby, ale niezła lekcja historii o Łodzi.
Nekropolia składa się z trzech części: katolickiej, prawosławnej i ewangelicko-augsburskiej.
Ta ostatnia jest moją ulubioną. Obserwuję tu być może najwięcej tych monumentalnych grobowców, a może to tylko wrażenie?
Część prawosławna jest najmniejsza i bezpośrednio sąsiaduje z ewangelicko-augsburską (nie ma płotu oddzielającego).
Cofnijmy się do XIX wieku. Zmarłych trzeba było gdzieś grzebać, więc uświęcono ziemię wokół jedynego wonczas kościoła katolickiego p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Został on jednak zamknięty i zniwelowany.
W roku 1820 następnym miejscem grzebalnym był plac przy drodze Retkińskiej, czyli jeszcze wtedy – za miastem. "Na wzgórku piaszczystym, przy drodze Retkińskiej".
Minęło 18 lat i cmentarz okazał się zbyt mały. W roku 1838 poszerzono go, ale epidemia cholery stanowiła kolejne wyzwanie. Cmentarz nadal okazywał się być zbyt małym.
I to właśnie ten problem podsunął myśl o trzeciej nekropolii. Pomysł padł na ulicę Ogrodową.
Cmentarz wytyczono w roku 1854. Miejsce było dosyć elastyczne i faktycznie rosło w biegiem lat. Dziś ma już 20 hektarów.
Na tym cmentarzu spoczywają królowie potęgi łódzkiej. Fabrykanci, przedsiębiorcy, także kupcy.
Powyższy grobowiec to miejsce spoczynku Ludwika Geyera. Wraz z nim leżą tu: żona Emilia (zm. 1884), Ludwik Geyer (zm. 1935), Elżbieta Geyer (1886–1985), Ryszard Geyer (zm. 1915), Olga z Weilów Geyer (zm. 1934), Waleria z Geyerów Steigert (1920–1997) i Aleksander Steigert (zm. 1945).
Piękna forma czterometrowego obelisku w stylu francuskiego neogotyku z białego marmuru, wykonano po roku 1884 (po śmierci Emilii Geyer).
Tu możecie obejrzeć pozostałości po dziele Geyera ➤ Ogrody Geyera
Poniżej mamy grobowiec Ludwika Grohmana z naturalnej wielkości posągiem wyobrażającym Chrystusa, autorstwa Henricha Eplera. Stoi na wysokim cokole. Rzeźba jest jedną z najcenniejszych rzeźb importowanych na terenie Cmentarza Starego.
Niżej mamy brązowe tondo z portretem zmarłego.
tondo – obraz lub relief w kształcie koła
Fabryka po Grohmanie ➤ Przędzalnia Cienkoprzędna
![]() |
| Moją uwagę zwrócił jeszcze grób po lewej stronie. Wizerunek baletnicy i nuty. |
Tajemnicza kobieta poniżej to Elizabeth Triebe urodzona w 1881 roku w Łodzi, mając 19 lat, wyszła za mąż za 19 lat starszego kupca, był nim Ernest Juliusz Triebe.
Jej syn zmarł 10 godzin po porodzie. Ona sama zmarła 7 lat później.
Marmurowa rzeźba o charakterze antycznym, wspaniale ukazuje zwiewność szaty, co było mistrzowskim ujęciem starożytnego kunsztu rzeźbiarskiego. Autor niestety jest nieznany.
![]() |
| O tym pomniku opowiedziałam w filmie. :) |
![]() |
| Rodzina F.X. Koniec? XD |
![]() |
| Zapomniany grób jakby wciśnięty pomiędzy inne choć raczej był tu pierwszy... |
![]() |
| Wygląda mi na element nagrobka. Można takie znaleźć w niektórych ścieżkach. |
Kaplica Scheiblera
Zmarły w roku 1881 i nic to, że za swego życia był najpotężniejszym fabrykantem w Łodzi. Leży w części ewangelicko-augsburskiej.
Dwa lata po jego śmierci , jego żona, Anna Scheibler, ogłosiła konkurs na projekt kaplicy rodzinnej. Zapis na zachętę głosił: "nie oznacza się sumy kosztów, aby nie krępować myśli autora".
Pierwsze miejsce zajął projekt na neorenesansowy grobowiec architekta z Warszawy, Jana Hinza. Jednak ów projekt nie spełnił oczekiwań... dlatego konkurs wznowiono.
Wyniki ponownie nie zaspokoiły potrzeb zleceniodawców, tym razem nawet nie ogłoszono zwycięzcy.
Ostatecznie tematem mauzoleum zajął się warszawski architekt spokrewniony z rodziną Wernerów: Edward Lilpop. Jego współpracownikiem był Józef Pius Dziekoński (specjalista od architektury sakralnej).
Projekt na neogotyckie mauzoleum zaczęto realizować w roku 1885, budowa pochłonęła koszty w wysokości 150 tysięcy rubli. Budowę ukończono w trzy lata.
Wystrój kaplicy podniósł kwotę do 220 tysięcy rubli (za tyle można było postawić niezłą katedrę na tańszym surowcu), bowiem dotarły jeszcze na sam koniec witraże z Zittau w Saksonii.
W krypcie wówczas spoczywali: Karol Scheibler oraz jego synowie: Leopold (zm. 1872) i Feliks (zm. 1882).
Górna kaplica była użytkowana przez parafię luterańską jako kaplica przedpogrzebowa.
Obecnie w krypcie leżą także: wdowa po Karolu, Anna Scheibler, wnuczka Anna Maria Herbst, synowie Emil i Karol Wilhelm oraz wnuk Karol Wilhelm.
Jakość wykonania mauzoleum to najwybitniejsze dzieło architektury europejskiej, doby historyzmu. Jako przykład neogotyku jest najwcześniejszym w Polsce.
To wszystko było możliwe dzięki zasobom finansowym rodziny, która nie zamierzała na tym oszczędzać.
Fasadę i wieżę utworzono z piaskowca, a w ścianach zobaczymy cegłę klinkierową.
Krypta Karola Scheiblera została przyozdobiona różnobarwnymi marmurami.
Główne wejście kojarzy się ze średniowiecznymi portalami jakie oglądamy niekiedy w wielkich katedrach.
Nad wejściem napis w języku polskim "Pamięci Karola Scheibler" (brzmienie oryginalne bez literki "a" na końcu) Z tym wiąże się pewna historia, bowiem hitlerowcy wymusili zmianę na: Pamięci Karola Scheiblera, to było tuż przed rokiem 1939 gdy dodano "a".
Później Niemcy zmienili napis na "Ruhesttäte der Familie Karl Scheibler".
W końcówce wojny Scheiblerowie i Herbstowie opuścili Łódź. Niniejszy cmentarz ewangelicko-augsburskiej części Starego Cmentarza był już niestrzeżony. Wtedy doszło do dewastacji nagrobków.
Mauzoleum Karola Scheiblera dostępowało licznych włamań. Dopuszczono się nawet profanacji grobów. Niszczono i okradano, wyniesiono marmurowe płyty i elementy żelazne.
Po wojnie, rok 1978 przyniósł chęć naprawy tego co utracone, próbowano ratować co się da, niektóre rzeczy jednak zniknęły bezpowrotnie.
Część wyposażenia jak elementy rzeźbiarskie (np. popiersia Karola Scheiblera i Anny Scheibler) czy kawałki zniszczonego ołtarza z białego, karraryjskiego marmuru, ukryto w Muzeum Miasta Łodzi i w pałacu Scheiblerów przy Wodnym Rynku. Posąg Anioła z krypty znajduje się w kaplicy przedpogrzebowej.
Większości rzeźb jednak brakuje. Choć powrócił polskojęzyczny napis nad wejściem, to co utracone, jest już nie do odzyskania.
Żelazne drzwi wejściowe to rekonstrukcja. Bardzo pieczołowita, razem z rozetami je zdobiącymi. Remont trwa dalej, wymaga wielkiej precyzji, dlatego teren wokół jest od lat zamknięty. Nikt nawet nie pyta ile to potrwa, a raczej czy kompletna restauracja jest w ogóle możliwa...
Prace są sfinansowane dzięki corocznym kwestom na Starym Cmentarzu, które odbywają się z okazji Wszystkich Świętych.
Swoje cegiełki dokłada także Urząd Miasta, Wojewódzki konserwator Zabytków, Urząd Wojewódzki, a także prywatni sponsorzy. W roku 2010 wpłynęła darowizna w wysokości 4 mln złotych od anonimowego darczyńcy.









































Cmentarze nigdy mnie nie przytłaczały, zwiedzam równie chętnie jak stare miasto w danej miejscowości.
OdpowiedzUsuńArchitektura starych grobowców, sentencje, opisy zmarłych - to wszystko ciekawe detale opowieści.
CZĘŚĆ I
OdpowiedzUsuńOglądając Twoje zdjęcia cmentarza i w ogóle przepięknych budowli w Łodzi, nie miałem wcześniej pojęcia, że jest to aż tak ciekawe architektonicznie miasto. Zawsze Łódź kojarzyła mi się raczej z dzielnicami robotniczymi, nędzą — a w czasach PRL z nowymi dzielnicami, w których dominowały rzędy identycznych bloków. Chociaż mieszkałem stosunkowo niedaleko, w Warszawie, a moja mama pochodziła ze Skierniewic, nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek odwiedził Łódź.
Muszę też przyznać, że moja wiedza o samej Łodzi pochodzi właściwie z dwóch książek: Tworzywo Melchiora Wańkowicza, którą czytałem chyba ze dwadzieścia razy, oraz Łódź Ghetto: Inside a Community Under Siege Alan Adelson (Author), Robert Lapides (Editor) [Getto łódzkie: Wewnątrz oblężonej społeczności]. Nawet filmu Ziemia Obiecana nie oglądałem!
Cmentarze niezmiernie lubię odwiedzać — chociaż tutejsze kanadyjskie cmentarze diametralnie różnią się od tych w Polsce. Niedawno na jednym z blogów napisałem, że wiele lat temu otrzymałem z Polski od ojca wydaną w 1988 roku przez Interpress Publishers książkę w języku angielskim The Rest is Silence. The Powązki Cemetery in Warsaw (polskie wydanie: Za bramą wielkiej ciszy. Dwieście lat dziejów Powązek) autorstwa Jerzego Waldorffa. To przepiękna, bogato ilustrowana pozycja, którą często pokazywałem moim kanadyjskim znajomym — i niejednokrotnie byli oni wręcz zaskoczeni, porównując polskie Powązki do tutejszych cmentarzy, na których często nie ma nawet nagrobków, a jedynie płaskie, metalowe tablice — aby łatwiej było kosić trawę…
Kilometr od mojego domu znajduje się niewielki kościółek, zbudowany w 1837 roku, na miejscu drewnianego kościółka z 1816 roku. Jego nazwa — Dixie Union Chapel (Kaplica „Wspólna”) — oznaczała, że był używany przez wiele wyznań: metodystów, prezbiterianów i episkopalianów (anglikanów), a obok niego powstał cmentarz pionierski. Co ciekawe, jednym z pierwszych pionierów był Philip Cody (1770–1850), który później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Tam urodził się jego wnuk, który jako dziecko odwiedzał pozostałych w Kanadzie członków rodziny i w 1847 roku został ochrzczony w owej kaplicy. Później stał się on niezmiernie słynny nie tylko w USA, ale również w Europie, jako Buffalo Bill Cody.
Często podróżując po Ontario, odwiedzam cmentarze pionierskie. Niektóre są duże i dobrze utrzymane, inne malutkie, zagubione gdzieś w lasach, a nawet w środku pól farmerskich, jak ten na ZDJĘCIU przy drodze.
Łódź do pewnego momentu wyglądała tak jak piszesz. Pamiętam za dzieciaka, że mimo to, Łódź mi się podobała, bo widziałam piękno w detalach wszystkich zniszczonych i brudnych kamienic. Już wtedy mnie to interesowało.
UsuńKiedyś nawet nikt nie myślał o rewitalizacjach.
Pamiętam dobrze lata, kiedy patologia społeczna była bardzo widoczna. Nie kontrastowali zbytnio, tak jak dzisiaj; z pozostałą częścią społeczeństwa. Było ich tak wiele...
Na ulicach było niebezpiecznie, a wchodzić w bramy aż strach... z podwórka można było już nie wyjść w całości.
Byłam na tyle młoda, że buszowanie po mieście w ten sposób co teraz czynię, zbytnio mnie nie interesowało. Ale to dobrze, bo na pewno straciłabym wtedy aparat i pewnie swoje zęby też.
Czasy bardzo się zmieniły, ale wielu Łodzian tego nie dostrzega i wolą psioczyć na rząd, na władze miasta, zamiast z odrobiną optymizmu spojrzeć na to co mamy, trzymając w pamięci daleką przeszłość.
Było ponuro, ludzie byli smutni, nędzę było widać.
Cały czas mówię o latach 80' i 90'. Początek 90' nie różnił się od końcówki 80', dlatego odważnie o tym piszę, mimo że nie mogę tego tak dokładnie pamiętać, bo byłam dzieckiem, ale moi rodzice poświadczają.
Świadomość świata i ludzi, docierała do mnie w latach 90' i dopiero z tych lat mogę wysnuć własną opinię.
Rodzice mówią mi jeszcze, że lata 80' to były czasy, w których można było zostawić otwarte drzwi do mieszkania. Zapytałam więc gdzie, bo teraz powiedzieli mi coś sprzecznego. Chodzi o to, że były dzielnice, a nawet ulice, gdzie strach wchodzić, a były takie osiedla i takie kamienice, że istniała przyjaźń sąsiedzka i każdy z każdym dobrze się znał. Inna mentalność.
Więc Łódź Łodzi nie równa. Miasto było podzielone, na - tak jak zauważyłeś - klasę robotniczą i klasę średnią.
Czuję, że opowiadam chaotycznie. Powiem więc konkretnie, że po roku 1989 poupadały firmy włókiennicze, jak np. nasz Uniontex, o którym pisałam już dwa razy. Bezrobocie skoczyło MASAKRYCZNIE.
Wyodrębniła się wtedy klasa średnia.
Przed 89' w Łodzi królował przemysł włókienniczy i prosperował naprawdę znakomicie. Klasa robotnicza, wielkie zakłady, gwarancja pracy, rzemiosło, czyli liczne małe warsztaty – teraz to wszystko poupadało. W przełomowych latach był po prostu dramat przez to wszystko.
_________
Widziałeś mój wpis o najdłuższej ulicy Getta?
_________
Cmentarze odwiedzam we wszystkich miasta, które zwiedzam. Te stare nekropolie, oraz cmentarze żydowskie.
_________
To co pokazujesz, nieprawdopodobnie to wygląda, pole, słoma i nagle nagrobki... W Polsce zaplątane w krzewach, zapomniane cmentarze, czasem trudno je znaleźć, śmieję się, że trzeba się do nich specjalnie dobierać. Dużo jest ich w lasach.
CZĘŚĆ i
UsuńWspominałem kiedyś u Ciebie na blogu, że w Warszawie też było sporo takich starych, przedwojennych domów (często tzw. „domów-studni”) — i, szczerze mówiąc, aż strach było tam wejść… towarzystwo bywało naprawdę „niesamowite”. Aby zrobić tam zdjęcia, trzeba by najpierw zjednać sobie kilku lokatorów (sądzę, że najlepiej wódką) albo ciecia — co w moim wieku było raczej niewykonalne.
Pod koniec lat 90. XX w., albo na samym początku XXI w., odwiedzili mnie klienci, którzy właśnie wrócili z Polski. Do dziś pamiętam, jak opisywali przedwojenny budynek w Łodzi, w którym mieszkał ich kuzyn— praktycznie się rozpadał, od lat nie był remontowany, dach przeciekał. Byli wstrząśnięci tym, co zobaczyli. Powiedzieli, że w tamtym czasie wielu potomków dawnych właścicieli starało się o odzyskanie majątków. W efekcie nikt tak naprawdę nie był pewien, kto jest — lub będzie — właścicielem, więc nikt nie chciał inwestować w remonty, skoro budynek mógł w każdej chwili przejść w inne ręce.
Tak, czytałem „Ulica Franciszkańska – Franzstrasse | najdłuższa arteria Litzmannstadt Getto”. Pamiętam ją również z książki o getcie łódzkim. Widzę, że wiele budynków przetrwało do dziś. W Warszawie mieszkałem niemal na skrzyżowaniu dwóch głównych ulic getta — Leszna i Żelaznej — a dokładnie w miejscu mojego powojennego bloku przebiegała jego granica. Część przedwojennej zabudowy ocalała, ale sporo zniknęło od czasu mojego wyjazdu. Niedawno rozebrano budynek przy ul. Grzybowskiej, w którym „mieszkał” i siedział na dachu Wojciech Pokora w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Kiedyś chcieliśmy do niego wejść, ale nie czuliśmy się zbyt bezpiecznie.
Dawniej w Kanadzie pionierzy często chowali zmarłych w pobliżu swoich domów, na polach — nie było w pobliżu żadnych cmentarzy. Do dziś takie miejsca zachowują status prawny cmentarzy. Bywało też, że rozproszeni po okolicy farmerzy wybierali wspólne miejsce i przeznaczali je na lokalny cmentarz. Niekiedy ich potomkowie nadal mieszkają w pobliżu, a czasem — jak mi opowiadano — ktoś przyjeżdża nawet ze Stanów Zjednoczonych, aby odwiedzić grób swojego pra-pra-pra-dziadka.
CZĘŚĆ II
UsuńW 2008 roku, podczas wyprawy na przepiękną rzekę French River, dotarliśmy do ruin opuszczonej osady French River. Na początku XX wieku zimą mieszkało tam do 600 osób, a latem nawet około 2000. Były tam kościoły, szkoła, więzienie i tartaki. Dziś trudno nawet rozpoznać, gdzie znajdowały się domy czy główna ulica. Po drugiej stronie rzeki znajdował się cmentarz. Spędziłem ponad godzinę, próbując go odnaleźć, ale bez skutku — nie natrafiłem na żaden ślad. Natomiast natknąłem się na świeże odchody niedźwiedzia…
Również na brzegach i na wyspach rzeki French River znajdowały się groby jezuitów, dawnych handlarzy skór czy też innych osób płynących po tej rzece setki lat temu, którzy z różnych przyczyn zmarli (głównie z powodu utonięć). Jako że tereny są położone na Tarczy Kanadyjskiej (Canadian Shield) i wszędzie są skały, bardzo często niemożliwe jest pochowanie kogoś głęboko—co najwyżej można znaleźć niecki wyrzeźbione przez lodowce, gdzie zgromadziło się trochę ziemi, i tam wykopać płytki grób. Aby zapobiec profanacji ciała przez zwierzęta, kładziono na groby spore skały, często płaskie, jak też kilka innych dookoła—tak, że przypominały one zarys człowieka—tułów, głowę, dwie ręce i dwie nogi. W centrum turystycznym French River pracownica pokazała nam nawet zdjęcia takich grobów, jednakże lokalizacja tych miejsc nie jest dostępna publicznie z obawy przed zniszczeniem przez turystów i potencjalnych wandali.
A kontynuując temat, zakończę go następującą historią: W 1916 r. większość budynków osady French River zostało rozebranych. Sklep pozostawał otwarty do 1923 roku dla nielicznych mieszkańców oraz przygodnych traperów, rybaków i drwali. Wkrótce zamknęła się poczta i pozostał tylko jeden, ostatni mieszkaniec, latarnik, Bob Young, który wraz z żoną obsługiwał latarnię (do dzisiaj można ją zobaczyć) i mieszkał tam do 1934 roku. Pewnej zimy w latach trzydziestych jego żona zmarła i nie był on w stanie jej pochować w zamarzniętej ziemi, tak więc wystawił trumnę na zewnątrz i dopiero na wiosnę mógł wyprawić normalny pogrzeb.
To prawda, budynki rozpadały się dosłownie – ale niestety teraz też takie znajduję.
UsuńIm więcej szwendam się po kamienicach, tym mam więcej współczucia i zrozumienia dla Łodzian, którzy tak psioczą na współczesną władzę... Tyle w nich nienawiści... I kiedy zaczynają opowiadać, że mają mieszkanie komunalne z dziurą w podłodze i folią na dachu... sam rozumiesz, niekiedy moje hobby bywa mocno trudne emocjonalnie. Zwiedzam Łódź niby turysta, a zastaję... no sam wiesz co zastaję.
Ta rzeczywistość jeszcze nie do końca przeminęła, ale to na szczęście pojedyncze przypadki.
----
Niedźwiedź to zwierzątko, którego bym nie chciała spotkać... O_o
----
Fascynujące rzeczy piszesz, nigdy nie zgłębiałam tej wiedzy. No tak, co zrobić jak nie da się wykopać głębokiego grobu. Słuszne i oczywiste.
Dobrze, że lokacje są tajemnicą. W żadnym kraju nie brak lekkoduchów.
Smutna historia Boba...
Przykre z tymi budynkami, nawet nie wiedziałem, że to tak wygląda.
UsuńJa też nigdy nie oczekuję spotkań z niedźwiedziami, ale te kilkanaście, które miałem, nie były groźne--tylko raz niedźwiadek postawił na swoim i zjadł mi śniadanie pomimo, że byłem od niego kilka metrów dalej i starałem go się odstraszyć różnymi sposobami. Normalnie czarne niedźwiedzie uciekają i unikają spotkać z ludźmi. Oczywiście z niedźwiedziami grizzly nie ma żartów...
Tarcza Kanadyjska (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tarcza_Kanadyjska) obejmuje ogromne połacie Kanady i większą część Ontario. Wszędzie skały! Przez to krajobrazy są przepiękne, szczególnie, gdy się płynie na kanu. Niestety, rząd w XIX wieku dawał potencjalnym farmerom działki na tych terenach i kazał im zakładać farmy, to z dzisiejszego punktu widzenia było przestępstwem! Większość farmerów po kilku czy kilkunastu latach ciężkiej i często prawie bezowocnej pracy porzuciła swoje farmy. Ci, co zostali, mieli szczęście, bo akurat lodowce wyżłobiły spore niecki i tam się zgromadziła ziemia, toteż coś można było uprawiać--ale generalnie zbiory są kiepskie w porównaniu do tych na południu Ontario.
CZĘŚĆ II
OdpowiedzUsuńZawsze z treści nagrobków można się dużo dowiedzieć — m.in. tego, że wiele dzieci umierało za młodu, że mężczyźni posiadali po kilka żon (bo te często umierały przy porodach), że ludzie się topili, umierali z powodu chorób lub w wyniku wypadków na farmach. Takie cmentarze znajdują się często w dużych miastach, na rogach ruchliwych skrzyżowań — są pozostałością po dawno nieistniejących osadach pionierskich — i często zachowały się tam jeszcze małe kościółki.
Chyba najbardziej znamiennym przykładem jest Richview Cemetery w Toronto, znajdujący się pomiędzy dwiema głównymi autostradami. Pochodzi on z połowy XIX wieku i są na nim m.in. pochowani pionierzy dawnej osady Richview. Cudem nie został przeniesiony w inne miejsce i obecnie codziennie przejeżdżają obok niego dziesiątki tysięcy samochodów. W każdym razie powiedzenie „Spoczywaj w pokoju” z pewnością nie do końca pasuje do tego miejsca!
Pamiętam, że będąc kilka tygodni na obozie płetwonurkowym na wyspie Szeroki Ostrów na Jeziorze Śniardwy w 1979 roku, natknęliśmy się na mały, opuszczony i zaniedbany cmentarz. Inskrypcje na grobach, jeżeli w ogóle były widoczne, ciężko było odczytać z powodu gotyckich liter. Później dowiedziałem się, że na wyspie istniała mała osada. Pamiętam też, że zrobiliśmy z kilku gałęzi prowizoryczne ogrodzenie — taki drobny, symboliczny gest pamięci.
A mówiąc o kaplicy Scheiblera i jej ogromnych kosztach — pewnie od razu trafił do nieba, bez kolejki i czekania! A może jednak nie…
Pozdrawiam!
Richview Cemetery nie pisze się do cichych miejsc pamięci... Poza tym mam wrażenie, że po drugiej stronie półkuli są same cmentarze w stylu "trawniczek i nagrobki".
UsuńU nas są porośnięte. Czasami pospacerować po cmentarzu to tak jak pójść do parku. Wspaniały starodrzew, ogromne korony. Latem dają przyjemny cień.
Zobacz to: https://mieszkamwlodzi.blogspot.com/2024/04/cmentarz-zydowski.html
Nasz łódzki cmentarz żydowski.
Dziś w dobie telefonów z kamerami i inteligentnych translatorów, przetłumaczysz wszystko.
Bardzo często w taki sposób odczytuję napisy na grobach. AI rozszyfrowuje też gorzej widoczny gotyk choć po łebkach, ale kontekst się złapie.
Często na starych żydowskich grobach jest opisana historia leżącego w danej mogile.
Biblia mówi, że ciężko będzie wejść do Królestwa bogatemu. ;)
Ale to tak z kontekstu wyrywam, wiadomo, że nie o to chodzi. Ogólnie biletem jest wiara.
Cmentarz żydowski — bardzo ciekawy temat. Z tej samej książki pamiętam również te doły znajdujące się przy murze cmentarza. Byłem raz na cmentarzu żydowskim w Toronto i coś mnie tam zaskoczyło — na nagrobkach widniały jedynie podstawowe dane: imię, nazwisko oraz daty urodzenia i śmierci. Nic więcej. Biorąc pod uwagę, jak wiele nazwisk i imion się powtarza, wydaje się naturalne, aby dodać choć kilka słów o zmarłym — zawód, miejsce pracy czy jakieś osiągnięcia. Rozmawiałem o tym z jednym żydem i odpowiedział mi, że po śmierci nic się już nie liczy. Nie wiem, czy to wyczerpująca odpowiedź — tym bardziej, że podobnie jak w chrześcijaństwie, w judaizmie istnieje wiele nurtów (od ultraortodoksyjnych, przez ortodoksyjne i konserwatywne, po reformowane, a nawet świeckie, de facto ateistyczne).
UsuńOglądałem kiedyś film dokumentalny o próbach odczytywania zatartych inskrypcji na żydowskich nagrobkach. Ponieważ litery były niemal niewidoczne, używano… pianki do golenia — nanoszono ją na kamień, a następnie usuwano, dzięki czemu resztki pozostające w zagłębieniach liter uwidaczniały napis.
Masz całkowitą rację, pisząc, że „pospacerować po cmentarzu to jak pójść do parku”. Moja mama jest pochowana na ogromnym cmentarzu — i muszę przyznać, że nie przepadam za tym miejscem: otwarte przestrzenie, brak cienia, brak nawet ławek, a do tego co chwilę nisko przelatują samoloty, bo lotnisko w Toronto jest niedaleko. To zdecydowanie NIE Powązki…
Ale chyba największe wrażenie zrobił na mnie… cmentarz dla zwierząt. Widzieliśmy tam liczne nagrobki z inskrypcjami dla psów, kotów i innych domowych pupili. Co ciekawe, były tam napisy w różnych językach — także po polsku, rosyjsku, chińsku i hebrajsku! Czytając te słowa, można było odczuć, że są one absolutnie szczere, płynące prosto z serca, a nie pisane „bo tak wypada”. Tym bardziej, że czytając nekrologi, często zastanawiam się, gdzie ci wszyscy wspaniali ludzie byli za życia — bo jakoś rzadko się ich spotykało…
A propos spraw pogrzebowych…
W jednym filmie była scena, w której pracownik zakładu pogrzebowego zachwala klientowi najdroższą trumnę — jej jakość, materiał i wykonanie.
— Z pewnością w takiej trumnie wstęp do nieba jest gwarantowany — odpowiada ironicznie klient.
Znałem też z widzenia około 90-letniego mężczyznę, który oszczędzał dosłownie na wszystkim. Jednak kiedy w 1992 roku poszedł opłacić swój pogrzeb, wybrał trumnę za… $16.000! Prawie tyle samo, ile ja zapłaciłem rok później za nowy samochód. A jednocześnie kupił sobie buty… w sklepie z używaną odzieżą. Miały zużyte podeszwy i w zimę na lodzie nie zapewniały żadnej przyczepności. Niedługo potem poślizgnął się, przewrócił, złamał biodro — i kilka dni później został „użytkownikiem” swojego szesnastotysięcznego zakupu…
Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu kolejnych ciekawych wypraw, świetnych zdjęć oraz powodzenia w nauce!
Na płytach nagrobnych u Żydów nie tylko jest (zazwyczaj) sporo tekstu, ale też widnieją symbole oznaczające kim była dana osoba.
UsuńTo ciekawe co powiedział. Brzmiało jak brak nadziei. Brzmiało jak ateista właśnie.
---
Widziałam taki sposób na litery za pomocą pasty do zębów.
---
Cienie wielkich cmentarnych drzew w Polsce są jak parasole. W deszczu późno "przemakają", można się schronić, a latem dają wspaniały cień i ulgę przed palącym słońcem.
---
Nigdy nie byłam na cmentarzu dla zwierząt. Zwierzaki budzą wiele emocji. Rodziny czasem długo nie mogą się pozbierać po odejściu czworonoga.
Mnie też często aż składało... sporo zwierząt miałam w domu od dzieciaka i do teraz - zawsze jakiś był. I dochodzę do wniosku, że to już ostatnie zwierzaki co mam, bo już mi wystarczy pogrzebów, nie chcę więcej. Nie mam serca z kamienica.
Ci wspaniali ludzie... To chyba na modłę tego, że o zmarłych źle się nie mówi. ;)
---
Dzięki serdeczne. Na drugim blogu o dalszych podróżach może też odnajdziesz coś inspirującego?
p.s. nauka przynosi dobre rezultaty, ale jest bardzo czasochłonna. Niemniej, zbliżam się do mety tego roku, co już odczuwam z ulgą.
"Na drugim blogu o dalszych podróżach może też odnajdziesz coś inspirującego?"
UsuńJaki jest adres tego drugiego bloga? Pamiętam, że jeden lub dwa już nie istnieją.
A propos nauki: jeszcze parę lat temu na poważnie myślałem o zrobieniu... studiów magisterskich. Potem jedynie certyfikatu. Obecnie sądzę, że dam sobie spokój z formalną nauką, egzaminami i zmuszaniem się do przerabiania tych obligatoryjnych części programu, które mnie nie interesują--mogę się tego wszystkiego samemu nauczyć, a oczywiście, robię to w 100% dla siebie, a nie dla jakiegoś 'papierka'. Nauka nie jest łatwa i jak pisałem, podziwiam tych, którzy pomimo wieku i sytuacji życiowej nie rezygnują z niej.
https://yael-1987.blogspot.com/
UsuńMiałam pewne powody dla których podjęłam naukę. Mój najistotniejszy problem to brak celu. Kontynuuję szkołę, bo jak już zaczęłam i widzę, że przynosi to efekty, radzę sobie, to dokończę tę sprawę, ale tak naprawdę nie mam planów związanych z wykształceniem, które zdobędę.
To trochę dziwne może... ale tak się porobiło.
Dziękuję, gdzieś mi się ten link zawieruszył.
UsuńDużo osób nie ma planów związanych ze swoim wykształceniem, ale z pewnością nie idzie ono na marne, zawsze się przyda.
Tak, mnie też zachwycają dawne nagrobki misternej roboty. Mamy taki stary Cmentarz, dawno zamknięty dla grzebalnictwa, zabytkowy. Nawet scenę pogrzebu "Trędowatej" na nim kręcono. To jeden z najstarszych cmentarzy obok warszawskich Starych Powązek.
OdpowiedzUsuńGdy odwiedzam jakieś miasto, zawsze sprawdzam, czy jest jakiś stary cmentarz w obrębie.
UsuńWybacz, ale pewnie Cię zmałpuję w którymś poście... Potraktuj to jako bycie inspirującą 😘.
UsuńAż się doczekać nie mogę. 🙂
Usuń