Za czasów gdy nie było wielkich Multipleksów, a po sali kinowej nie roznosiła się woń nachos, kultura widza nie musiała pamiętać o wyłączeniu dźwięku w telefonie podczas seansu.
KINO POLONIA w Łodzi mieści się głęboko w podwórzu posesji przy Piotrkowskiej 67. Dziś już nie rozbrzmiewają w nim dźwięki Dolby Surround.
Wielu z Was może nie wiedzieć, że w miejscu gdzie teraz stoi budynek Polonii, w roku 1877, stał jednopiętrowy „Teatr Kerna”, który 5 lat później został ochrzczony „Victorią” z uwagi na wówczas działający obok (od roku 1876) hotel o tejże nazwie.
Teatrem „Victoria” zarządzali Łucjan Kościelecki, Michał Wołowski i Aleksander Zelwerowicz.
W roku 1909 zdarzyła się tragedia, bowiem w teatrze wybuchł pożar, który przyniósł spore zniszczenia. Dopiero rok później nieco go odremontowano, a ponieważ obiekty tego typu muszą przynosić zyski, ktoś wpadł na pomysł umieszczenia w środku toru do jazdy na wrotkach – „Victoria Skating Palast”.
Minął kolejny rok i miejsce to poddano gruntownej przebudowie wg projektu Edwarda Banasza. W murach znów zaczęła dziać się sztuka, uruchomiono teatr kinematograficzny o nazwie „Casino”, które uznano za najekskluzywniejsze kino w całym Królestwie Polskim.
Dopiero po 1945 roku nadano mu nazwę „Polonia”.
U schyłku XX wieku budynek przebudowano i unowocześniono. Wyposażono je w trzy klimatyzowane sale kinowe, 425 miejsc, system Dolby Surround i ekrany perełkowe.
Polonia była ulubionym miejscem widzów i twórców. Tu puszczano polskie premiery filmów. Odbywały się festiwale związane z filmem fabularnym i dokumentalnym.
Polonia należała do sieci kin Centrum Filmowego Helios. Od roku 2009 prowadziło je Stowarzyszenie Filmowców Polskich, które po trzech latach zrezygnowało z tego i kino zostało zamknięte.
Po dwuletniej przerwie Wytwórnia Filmów Oświatowych i Stowarzyszenie „Łódź Filmowa”, znów ożywiło Polonię – w roku 2014 odbył się pierwszy seans.
Jednakże po obchodach 65-lecia istnienia Wytwórni Filmów Oświatowych, kino zamknięto na zawsze.
Właścicielem obiektu jest Urząd Marszałkowski. Na razie nie ma planów wobec tego miejsca, wiadomym jest, że uruchomienie kina nie ma za bardzo sensu... Cała kabina projekcyjna jest już zbyt przestarzała, nie da się na tym sprzęcie odtworzyć współcześnie produkowanych filmów. W czasach Multipleksów, modernizacja i unowocześnianie już nie bardzo mają sens. Kina studyjne w Łodzi istnieją i raczej nic im nie zagraża, ale tworzenie nowych tego typu miejsc, wydaje się dość ryzykowne...







































Mój Boże, ileż kin poznikało z krajobrazu mojego miasta! I z jakim sentymentem je wspominam... Teraz tylko jedno z tych starych się ostało, a reszta to same sieciówki.
OdpowiedzUsuńBędę musiała zgłębić ten temat i poruszyć go na blogu. To dla mnie ważne.
UsuńMiałam w rękach grubą książkę a propos znikniętych kin z Łodzi. Tylko ułamek tego opisałam kiedyś w poście o dawnych kinach, dodając zdjęcia budynków, jak teraz wyglądają współcześnie. Dobry temat i sentymentalny za razem.
UsuńNiezwykła wirtualna wycieczka
OdpowiedzUsuńI u mnie tyle starych kin zniknęło na zawsze. Inne zmieniły się na te bardziej nowoczesne. Ale nie ma już tego klimatu.
https://szimena.blogspot.com/2018/10/jak-w-maym-starym-kinie.html
Pozdrawiam pierwszym jesiennym przymrozkiem
Pierwszy raz w życiu byłam w kinie na bajce, ale tego kina już od dawna nie ma. Później powstał w nim klub muzyczny, chodziłam tam często na koncerty. Teraz budynek stoi pusty i niewykorzystany. Pełen moich wspomnień.
Usuńwarszawską Polonię przerobiono na teatr, być może ewolucja sprzętu też miała na to jakiś wpływ...
OdpowiedzUsuńtak sobie patrzę na te fotki, na vintage'owe plakaty i nagle dotarło do mnie, czego mi brakuje w obecnych kinach... bynajmniej nie kroniki filmowej na początku seansu, choć ona też była pewną ciekawostką... brakuje mi... łomotu!... łomotu składających się siedzeń foteli, gdy ludzie zaczynają wstawać już na sam koniec filmu...
p.jzns :)
Pewne rzeczy rejestrują się w naszych pamięciach jako klasyka, która jest w pewnych miejscach nieodzowna.
Usuńklasyką w nieistniejącym już kinie "Orzeł" w moim rodzinnym Milanówku była "loża" zwana "między piecem i filarem", to były takie dwie dwuosobowe miejscówki w ostatnim rzędzie, na które polowały zakochane pary, a że rezerwacja formalnie nie istniała, to trzeba było być w dobrych relacjach z dwoma paniami bileterkami, z którąś z nich, żeby tam się załapać, a chętnych było nawet sporo :D mnie akurat się nie udało, bo byłem dzieciak, ale za to moim i rówieśników kłopotem było załapanie się na film "od 14 (16, czy 18-tu)", to zależało już tylko i wyłącznie od dobrego humoru takiej bileterki, gra absolutnie losowa, co też w sumie było pewną klasyką chyba w niejednym kinie :)
UsuńByło kiedyś kino, które miało dwuosobowe kanapy. Też polowali na nie zakochani, było ich jednak więcej. Ja je lubiłam ze względu na wygodę, ale i pojedyncze fotele mieli całkiem niezłe. Dotąd nie byłam w innym kinie, w którym by mnie coś nie bolało po godzinie siedzenia.
UsuńNiestety to kino zostało zamknięte, działalność swoją przenieśli na drugi koniec miasta do nowego budynku. Nie byłam tam ani razu, nie chce mi się jeździć taki kawał na seans, porannych niestety nie ma.
Wielka szkoda. Ciekawe, co tam powstanie...
OdpowiedzUsuńU nas było kilka kin, teraz jest jedno z 3 salami.
Brakuje mi kina studyjnego, zacisznego i kameralnego, bez popcornu i innych atrakcji.