piątek, 13 lutego 2026

Kamienica dobrze ukryta przed spojrzeniami | urbex.

Lubię zajrzeć w takie miejsca, chociażby po to, aby znaleźć kręcone schody i aby odsłonić ślady po dawnych lokatorach.
175 lat temu...


Jedno podwórko, dwie kamienice.

Frontowa kamienica oraz jej oficyny powstały w roku 1851.

Właścicielka, bo mówimy o kobiecie, na wybudowanie frontowej kamienicy i dwóch murowanych oficyn zapożyczyła się w Towarzystwie Kredytowym.
Czy było warto?

W tej kamienicy wiele się działo. Tu funkcjonowała dawna lecznica.
30 lat od jej wybudowania z powodu niemożności spłacenia długu, kamienica została wystawiona na sprzedaż. Długo znajdowała się w rękach jednej rodziny, najpierw głowy rodu, potem jego spadkobierców.

Od roku 1991 znajdowały się tu księgarnia i wydawnictwo żydowskie. Działały przez długie lata, a po czasie przeszły w ręce syna właściciela, który całkowicie się im poświęcił.

Mieściła się tu także szkoła językowa i biuro tłumaczeń.

W tych samych latach funkcjonował na posesji salon wystawienniczy, gdzie regularnie odbywały się wystawy sztuk pięknych.
W roku 1907 otworzono szkołę artystyczną, gdzie uczono malarstwa, rzeźby i rysunku technicznego.
Niestety wykładowca, pewnego feralnego dnia został napadnięty na ulicy i zastrzelony.


Wspólne podwórze.

Pierwsza, wyżej opisana kamienica frontowa jest użytkowana, jednakże my dziś skupimy się na innej części zabudowy, Oficyny zakręcają od jednej kamienicy do drugiej przy innej ulicy, co tworzy podwórko w kształcie litery L. Przypuszczam, że powstała w podobnych latach co ta pierwsza.

Dzieląc swe podwórze, stała się jej siostrą, której w żaden sposób się nie wyprze. Życie lokatorów to jedno podwórko i koleje losu czasów przeszłych, a także współczesnych. Patrząc na nie dzisiaj – widzimy już sfatygowane i z pewnością pełne miejskich legend mury.




Jedno z mieszkań było zaskakujące. Na wszystkie piętra tylko to jedno tak zachowane, jakby całkiem niedawno ktoś je opuścił. Pokój babci, o czym oznajmia tabliczka nad wejściem. Stare meble, gazety, sprzęty, wiele rzeczy codziennego użytku. A o latach w opuszczeniu, przypominały tylko zwisające z sufitu strzępy kasetonów.
Pokój wnuków zapewne. Dorobiony dodatkowy pokój dla dwójki chłopaków z oknem wychodzącym na przedpokój, to niezbyt jasne warunki do zabawy i nauki, lecz przypuszczam, że dobrze im się tam żyło. To tylko domysły, jednakże podstawowo chyba nie było im niczego brak.







Klatka schodowa byłaby idealnym miejscem do zdjęć gdyby nie wymazane na ścianach wulgaryzmy. Etap niektórych młodych ludzi, którego nigdy nie zrozumiem. Zaczajona głupota, która musi mieć upływ poza domem.

Kręcone klatki są jak zaczarowane. Nieskończona liczba twórczych pomysłów na zdjęcia i filmy, mnoży się z każdym piętrem i uwiera aż nie zostaną wykorzystane.
Stolarka pobudza wyobraźnię. Wpada tu całkiem sporo światła jak na zamarznięte szyby.
175 lat temu musiało tu być urodziwie.










Tutaj raczej koło fortuny ponownie nie zatoczy. Choć kto wie co w papierach urzędowych piszczy. Ponieważ ta lokacja to ścisłe centrum, kiedyś coś musi się wydarzyć. Albo remont, albo całkowita wymiana na nowe.
Czas pokaże, nie ma co dumać.

1 komentarz:

  1. Gdy mijam podwórka i bramy, to zawsze myślę o Tobie.
    Nie znalazłam jeszcze jakiegoś spektakularnie pięknego, może w innych miejscowościach.
    Faktem jest, że często trudno nawet zajrzeć, bo albo zamknięte, albo zastawione w trakcie remontu...
    To mieszkanie wygląda, jakby wszystkich porwało UFO...

    OdpowiedzUsuń