niedziela, 17 maja 2026

Pałac Alfreda Biedermanna

Franciszkańska 1/5
u zbiegu ulic Franciszkańskiej i Północnej

Jedno z miejsc, które na talerzu łódzkich zabytków smakuje jak jedno z lepszych dań. Pałac nie zmienił się w muzeum, nie zmienił się także w hotel ani w salę balową.

W roku 1997 ów pałac stał się siedzibą Uniwersytetu Łódzkiego. Konkretnie znajduje się tu Katedra Historii Sztuki oraz Instytut Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego.

Pałac w latach 1999-2003 został gruntownie zrewitalizowany. Dziś w tych murach mieszczą się sale konferencyjne i przestrzenie wystawiennicze dlatego na co dzień zwiedzanie obiektu nie jest niemożliwe, ale podczas rozmaitych eventów - owszem.
W ramach corocznej "Nocy Muzeów" odbyło się samodzielne zwiedzanie pałacowych wnętrz, podczas którego można było zobaczyć gabinet, jadalnię, saloniki oraz paradną klatkę schodową z manierystyczno-barokowymi dekoracjami.


Pałac wzniesiono w latach 1910-1912 z inicjatywy fabrykanta Alfreda Biedermanna. Budynek znajduje się na terenie pałacowo-parkowym.
W parku nie sposób nie zauważyć wiekowych drzew o starannie dobranych gatunkach. Gdy je tu sprowadzano, już wtedy były dosyć okazałe.


Biedermannowie przybyli do Polski w czasach osiedlania się niemieckich osadników. Rodzina Biedermannów znalazła swój azyl w Zdunach w powiecie krotoszyńskim. Żyli wedle protestanckiej zasady – pracuj, bogać się i dbaj o rodzinę.

Posiadali młyn, który był foluszem, dzięki któremu możliwe było spilśnianie tkanin.

W dalszej części historii pojawia się na świecie Robert Biedermann, który zapoczątkował istnienie potężnego fabrykanckiego rodu w naszym mieście.
Trudnił się ciężką pracą już od dwunastego roku życia, był wówczas farbiarzem. Podobno zawodowcy rozpoznawali farby po zapachu, ponieważ każdy kolor miał inny.

W wieku dorosłym Robert otworzył w Łodzi farbiarnię, następnie bogato się ożenił, a (pomijając pokaźne wiano), sam spędzał w pracy od 12 do 16 godzin. Dzięki temu odniósł finansowy sukces. Dodam jako małą dygresję, że po jego śmierci policzywszy majątek, osiągnięto pokaźną sumę 1,6 mln rubli. Dalej zakładami zarządzali synowie, następnie wnukowie Roberta aż do roku 1945.

Wróćmy jednak do historii.










Teleportacja na Kilińskiego:

W roku 1863 roku Robert Biedermann otworzył farbiarnię wełny przy Kilińskiego (dawniej Widzewskiej 2).
Wówczas zakupiono stojący już budynek wzdłuż Franciszkańskiej, a później obok farbiarni wprawiono w ruch mechaniczną suszarnię i apreturę.
Następnie Biedermann kupił dodatkowo kolejny budynek, była to farbiarnia po drugiej stronie ulicy.

Zakłady Przemysłowe Wyrobów Bawełnianych, Farbiarnia i Wykończalnia Tkanin Wełnianych i Półwełnianych była nie tylko nazwą firmy, ale też jednoznacznie mówiła o celach produkcyjnych. 







Wracamy:

Następcą po ojcu był Alfred Biedermann. Był człowiekiem wykształconym w dziedzinie chemii, był także doktorem Nauk filozoficznych. W ten oto sposób, zajął posadę dyrektora w rodzinnym zakładzie.






Teleportacja na Ogrodową:

Alfred miał dwóch synów z pierwszą żoną Sophie – na jej grobowcu (Stary Cmentarz przy Ogrodowej) widnieje anioł schylający się nad dwójką dzieci. Twarze chłopców podobno są wizerunkami dwóch synków.




Wrcamy:

Dziś prezentowany pałac wybudowano w stylu nawiązującym do klasycyzmu XVII-wiecznych pałaców. Niestety architekt nie jest znany.

Budynek nakrywa mansardowy dach. Dwa tarasy wchodzą w ogród, zaś fasada jest zwrócona w stronę ulicy Franciszkańskiej.













Piotr Gałka / z zamiłowania ➜ przewodnik po Łodzi






Pobawmy się w archeologa:

Wjazd na posesję prowadził od ulicy Franciszkańskiej, a rezydencja przylegała do terenów fabryk. Nowy wjazd od Północnej powstał w okresie powojennym.

Obecnie trwa remont ulicy Franciszkieńskiej, podczas którego odkryto dawną granicę murów okalających pałac pierwotnie.




Niechybnie fragment (po lewej) pierwotnego muru. Jeszcze stoi i pokrywa się równiutko z odkopaną linią muru.
Obecnie w tym miejscu przebiega droga i na pewno to się nie zmieni.


2 komentarze:

  1. Jakie przepiękne plafony!
    Ech, przytuliłoby się jakiś pałacyk.

    OdpowiedzUsuń