sobota, 11 lipca 2026

Kamienica Teodora Steigerta

Piotrkowska 90

Właściciel, pan Steigert miał fabrykę przy Przędzalnianej, zaś tu przy Piotrkowskiej, funkcjonowała siedziba zarządu przedsiębiorstwa i skład wyrobów fabrycznych.

Tak zwana "kamienica pod harpiami" została wzniesiona w latach 1895-1896 wg projektu Franciszka Chełmińskiego.
Potworki nad bramą wg mnie są dość karykaturalne, ale co kto lubi.


Mamy tu idealny przykład oryginalnej architektury barokowej z elementami rokoko – mocno wyróżnia się w ciągu kamienic.

Balustrada klatki schodowej bogato dekorowana. Ale to nie wszystko.

Jej wygląd zupełnie się zmienia po przejściu przez mezzanino czyli półpiętro o wyjątkowej konfiguracji. Np. zobaczymy tu na poziomie podłogi, wystające okno doświetlające.


Wejścia do tego miejsca strzeże pięknie kuta krata, podobnie z resztą jak na parterze.


Przechodząc tym półpiętrem, wkraczamy na klatkę schodową o pięknej urodzie. Pojawia się bogata polichromia i sztukateria naścienna. Razem robi to całkiem smaczny efekt dostojności pałacowej, choć to przecież kamienica wielkomiejska.


Na ostatnim piętrze, niski sufit z malowaną sztukaterią.




Skąd wzięła się tu rodzina Steigertów?

Będzie pewnie niemałym zaskoczeniem, jak powiem, że byli rolnikami z Wirtembergii.
Na początku XIX wieku, koloniści zostali sprowadzeni do osady Nowosolna.

Tam urodzony urodzony Jakub Steigert przeprowadził się do Łodzi i zainicjował przy Piotrkowskiej 233 tkalnię ręczną. Lecz dopiero kolejny potomek, Teodor, urodzony już w Łodzi w roku 1849, rozwinął przemysł na okazałą skalę.

Dokładnie w roku 1874, przeniósł zakład na ulicę Piotrkowską 90.

Po pewnym czasie w głębi niniejszej działki powstały oficyny, a w nich tkalnia i skład tkanin. Wyrabiał tkaniny wełniane, kort, serwety, chustki i obrusy.
Stała tu wówczas maszyna parowa.

Dopiero po osiągniętym sukcesie, było go stać na wybudowanie kamienicy.
Wtedy tkalnia została zlikwidowana.

Do końca II wojny, frontową część zamieszkiwała rodzina Steigertów.
Od roku 1912 na dole kamienicy działała kultowa restauracja Tivoli.











Ciekawostki:

Do rodziny należała drewniana willa w stylu szwajcarskim, stoi do dziś przy ulicy Popioły.

W latach międzywojnia w niniejszej kamienicy, na pierwszym piętrze, zajmowała 7 pokojów siedziba łódzkiego oddziału loży wolnomularskiej B'nei B'rith (Synowie Przymierza).
Zaiste pasował im ten wystrój z harpiami...

Od roku 1924 mieścił się tu sklep "Soieries" z materiałami jedwabnymi i wełnianymi. Nazywany był "Paryżem w Łodzi".


7 komentarzy:

  1. Niespodziewałam się, że tak bogatą historię i architekturę kryje ta kamienica. Wnętrze robi ogromne wrażenie. Pięknie uchwyciłaś detale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki. To jedna z moich ulubionych kamienic w Łodzi. :)

      Usuń
  2. Pierwsze skojarzenie i myśl jak spojrzałam na zdjęcia to, że wiele jest masońskich symboli, np. szachownice na podłogach, wykusz z postaciami z mitologii, etc.. Nie jestem tylko pewna, czy to stowarzyszenie ma dobrą reputację? Organizacja, której ideały to wolność, równość i braterstwo, a z drugiej strony działalność w ukryciu, elitaryzm i nepotyzm. Coś tu nie gra. 🤔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masoneria to sekta oparta na wiedzy spirytystycznej. Dawno temu znałam kogoś od nich, ale był bardzo tajemniczy w temacie. Drogą pantoflową, wiedzą z różnych źródeł, od różnych osób, zaczęłam łączyć kropki i zrozumiałam o co chodzi. Chcą uchodzić za inteligencję (wszak przyjmują ludzi z wyższych sfer), a zajmują się takimi głupotami, że nawet nie mają pojęcia. Może dziś im demony aportują, ale przyjdzie czas, że oni będą aportować demonom.

      Czy aby na pewno szachownica jest ich symbolem? Szachownice na posadzkach spotykam w większości kamienic.

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie. Mówi się, że posadzka w Świątyni Salomona była szachownicą, ale sama gra powstała w Indiach prawdopodobnie w Vi w. n.e.. Szachownica symbolizuje dualizm świata. Masoneria czerpie z różnych tradycji.

      Usuń
  3. Uwielbiam takie opowieści o kamienicach, bo nagle zwykły spacer ulicą zamienia się w podróż przez kilka pokoleń ludzi, ich ambicje i codzienne życie. Sama fasada może nie każdemu przypaść do gustu (te harpie faktycznie mają w sobie coś lekko dziwacznego 😄), ale im więcej szczegółów się poznaje, tym bardziej zaczyna się doceniać takie miejsca. Najbardziej fascynuje mnie to, że za każdą ozdobną klatką schodową czy piękną sztukaterią kryją się prawdziwe historie przedsiębiorców, rodzin i mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mówiłam, że idąc ulicą, warto spoglądać w górę. Elewacje są ciekawsze niż bruk. I one też opowiadają historie, architekci kiedyś układali na nich ciekawe scenariusze.

      Usuń