wtorek, 20 października 2026

WYBURZANIE KOMINÓW | koniec pewnej ery | EC-2

O to miejsce walczono zażarcie. Były spory internetowe, były także protesty młodych na terenie EC-2, które skończyły się interwencją policji.

Z pewnych źródeł wiem, że kominy były w bardzo złym stanie technicznym, a modernizacja nie bardzo miała jakiś logiczny cel i sens. Obiekty nie miały wartości zabytkowej, ale z całą pewnością, wpisywały się w "naturalny" landszaft Łodzi i trudno mi było sobie wyobrazić puste niebo, a tym bardziej ewentualne bloki...

20 października 2026 roku, po godzinie 10,
słynne kominy opuszczonej elektrociepłowni, przeszły do historii.





Zachód słońca sprzed tygodnia, pozostałe 3 zdjęcia z 19.X.

Domy robotnicze przy Ogrodowej, która obecnie jest w remoncie.



Zostały pożegnane godziwie, zagranicznym Pilsem.
Chociaż nabywając je drogą kupna, nie myślałam akurat o tym, że zostanie spożyte na słynnej kładce z widokiem na EC-2, lecz dokonało się.
Żeby nie było, że wariatka piła za kominy. Alkoholfrei!

Taka dygresja jeszcze, spotkawszy na kładce trochę ludzi, nie dało się nie zauważyć, ile życzliwości spłynęło. Każda napotkana osoba mówiła dzień dobry i smacznego. Każdy dzieciak nawet. Podchodzili, zagadywali, prosili o zdjęcie na tle EC. I wielkiego, puchatego pieseła wygłaskałam. 😁
Łodzianie wcale nie tacy ponurzy i smutni, jak to w obiegowej opinii widnieje.


Ta ogromna połać z pozostałościami dawnej elektrociepłowni, przyciągała liczne grupy eksploratorów miejskich.
Niestety elektrownia kusiła też dzieciaków, przez co zdarzyło się kilka wypadków. Np., nastolatkowie wspinający się na 160-metrowy komin, którzy opadłszy z sił, nie byli w stanie bezpiecznie zejść.
Jedna taka historia, okazała się nie być dostatecznie otrzeźwiająca.
Świat usłyszał drastyczniejszą historię o tym, jak nastolatek spadł z dużej wysokości.
Wszystko niestety poszło medialnie na konto fanów eksploracji miejskiej.

Miejsce VIP.



EC-2 działała w latach 1957–2015

Zaprojektował ją inżynier Mariusz Sowiński. Działania nad jej powstaniem, zapoczątkowano w roku 1954, natomiast w roku 1957, ożywiono pierwszy kocioł oraz turbinę.
W styczniu 1960 roku, nadano obiektowi imię Włodzimierza Lenina, budowę ukończono rok później, powołując do życia ósmy kocioł i szósty turbozespół.
Elektrociepłownia zaopatrywała Retkinię i Karolew.

źródło zdj.: fotopolska.eu | lata: 1960-1970.


Jej wygaszanie zaczęło się w roku 2012. Oficjalnie za wyłączenie z eksploatacji, podaje się datę: 31 marca 2015 roku. Było to dość podniosłe wydarzenie, bowiem przed wyłączeniem elektrowni, uruchomiono syreny i zagrano na trąbkach.
Podobnie było przy wyburzaniu kominów. Syreny rozlegały się złowrogo tuż przed detonacjami.

Od sierpnia 2021 roku, właścicielem całego terenu jest JHM DEVELOPMENT S.A.

źródło zdj.: fotopolska.eu | rok 1971.



Architektura

Styl socrealistyczny. Brama oparta na dwóch prostych filarach. Elewacje gmachów ze schodkowymi gzymsami, pionowe podziały.
Kominy EC–2: 160 m i 120 m wysokości.

Pod elektrownią znajdowały się schrony.



GALERIA, KTÓRA PRAWDZIWIE PRZESZŁA DO HISTORII:


W ten nostalgicznie mglisty dzień, wykonałam ostatnie zdjęcie pierwotnego stanu dawnej elektrociepłowni EC-2.
Choć ich szczytów nie było widać, jeden po drugim, kłaniając się historii, pokazywały swoje korony, rysując w mlecznej mgle, czarną smugę starej sadzy.



Pod białymi płachtami, znajdowały się ładunki wybuchowe.





PIERWSZY, NAJWYŻSZY KOMIN
Rozległy się trzy syreny otwierające cykl wyburzeń.

Detonacja.

Byłam pierwszy raz na takim wyburzeniu, można powiedzieć – doświadczyłam. I od razu z rozmachem, bo tak wielkie obiekty. Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Najpierw pojawił się kłąb dymu u podstawy, a później rozległ się huk, aż drgnęłam, przyznaję. Jedno uderzenie serca później, kamienica cała zadrżała. Nie obsrałam się, ale miałam sekundową myśl, że zaraz runiemy... Na szczęście to wcale nie takie proste.








DRUGI KOMIN
jedna syrena, po chwili detonacja.







TRZECI KOMIN
Ponownie rozległa się syrena, krótko po niej, nastąpiła detonacja.






Rozległy się trzy syreny oznajmiające koniec zdarzeń.




Podkręćcie głośniki i zobaczcie jak to wyglądało.




PRZYSZŁOŚĆ

Idzie nowe, a więc pojawiają się już pierwsze wizualizacje tego, co zajmie niniejszy teren. Największy budynek wpisano do rejestru zabytków. Całą resztę już dawno wyburzono.
Pozostały jeszcze dwie potężne chłodnie kominowe, które także niebawem mają zniknąć z powierzchni ziemi.
Na ich kształt mają powstać dwa cylindryczne bloki mieszkalne. Zabytkowy budynek ma się zamienić w centrum handlowo-usługowe, a na reszcie terenu, ma powstać osiedle.
Chodzą jednak pogłoski, że rzeczywistość wcale nie będzie wyglądać tak jak na wizualizacjach. Cóż... nigdy tak nie wygląda. Developerzy najczęściej obiecują gruszki na wierzbie, a ostatecznie powstaje jakiś kloc.
Nie ma sensu jednak złorzeczyć. Co się stało, to się nie odstanie, trzeba wypatrywać lepszej przyszłości i mieć nadzieję, że Łódź nie stanie się mekką deweloperów (a już jest blisko do tego) i nie zamieni się na obrzeżach w jedno wielkie blokowisko.

Ta wizualka lata po całym Facebooku, nie wiem już jak ją podpisać, czyja jest.


Wrażenia niezapomniane. Niezmiernie cieszę się, że mogłam obserwować to widowisko i relacjonować je dla Was. Była adrenalina, różne emocje...
Przyznam szczerze, że dawniej ogromnie wiele mnie omijało w życiu Łodzi (i w sumie nie tylko o to chodzi...). Bardzo często nie mogłam być tam, gdzie bardzo chciałam. Byłam w pracy, a w poprzednim zawodzie, załatwienie sobie wolnego bez co najmniej miesięcznego wyprzedzenia, było niemożliwe.
Bezsiła mnie dobijała. Ciągle z czegoś musiałam rezygnować.

Mnóstwo znajomych tego dnia do mnie pisało, że im przykro, bo muszą siedzieć w pracy. Pomyślałam sobie, że choć mnóstwo życia straciłam na pracę, (której notabene nie znosiłam), rezygnując niejako z siebie samej, nauczyłam, że się cierpliwość i niepoddawanie się, doprowadzają człowieka do miejsca, o którym marzył.
Dobra, może moja obecna praca nie jest szczytem marzeń, ale jest na pewno miejscem, na które w ogóle nie narzekam.

Ten post dedykuję wszystkim tym, którzy bardzo chcieli być na tym widowisku, ale nie mogli przyjść.

1 komentarz:

  1. finałowe "jebut" o glebę chyba najlepsze, to zawsze robi wrażenie...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń