Mawiano, że Łódź, to miasto tysiąca kominów, wszakże było ich ogromnie wiele – ba! to był istny dymiący las... lecz z całej puli wystających ponad horyzont "masztów" wielu firm, ostało się do dziś około sześćdziesięciu.
Kominy fabryczne były tematem spaceru z przewodnikiem, podczas którego odwiedziliśmy niedziałające już łódzkie fabryki.
Temat dosyć niszowy, mocno wkraczający na pole urbexu – kominy które nadal widzimy oraz te których już nie ma, na terenach upadłych fabryk.
namiary na przewodnika:
Andrzej Żak Przewodnik po Łodzi
Łódź słynie z rewitalizacji takich miejsc. Znana wszystkim dobrze Manufaktura, także Monopolis, czy Ogrody Geyera. Nowe inwestycje, które stały się ratunkiem dla takich obiektów, wszakże czekamy na koniec prac remontowych dawnego Uniontexu, czy choćby Widzewskiej Manufaktury.
Lecz jeszcze całe mnóstwo fabryk na mapie Łodzi, to wciąż ruiny.
Niektóre rozgrzebane przez deweloperów, place budowy, na których maszyny dawno ostygły, a niektóre to zapomniane mury, które porzucono bez żadnego planu i są dziś w bardzo kiepskim położeniu.
Ten spacer to z pewnością temat dla konesera, dla osoby, która interesuje się fabrykancką przeszłością miasta. Adresy były niepopularne, ale zdecydowanie warte pamięci.
1.
2.
Historia z roku 1889. Fabryka ruszyła pod nazwiskiem Hugo Bressela, który rozpoczął produkcję skórzanych rękawiczek.
Rok 1896 przyniósł zmiany. Nowym właścicielem został Gerszon Gerszner, on z kolei zajął się w tym miejscu Apreturą i Tkalnią Bawełny. Rozbudował fabrykę, aby zainstalować 15 krosien.
Następnym właścicielem był Leon Szliesch, który otworzył Farbiarnię i Apreturę Wełny. Zakład działał do roku 1900.
Kolejnymi właścicielami (wiek XX), było przedsiębiorstwo "Schmitz i Van Endert" prowadzące Apreturę i Myjnię Jedwabiu.
Następnie władzę przejęła nad tymi murami spółka akcyjna "Przemysł Jedwabny".
Po drugiej wojnie światowej weszła tu Dziewiarska Spółdzielnia Pracy "Wzór".
Współcześnie zaś, rozpoczęto budowę apartamentowca, który miał wchłonąć historyczne mury bez uszczerbku, natomiast prace stanęły, żuraw stoi i nie dzieje się nic.
Wiadomo jedynie, że budynek z muralem "Cisza", ma pozostać.
3.
Bardzo malownicze miejsce, cieszę się, że tu przywędrowaliśmy, to żniwa dla fotografa. Tak mi się podobało, że musiałam tam wrócić w następny dzień, czego owoce poznacie za jakiś czas.
Pardon, gdy dawno temu tu zajrzałam, nie było pełnej możliwości krążenia po tym terenie (albo miałam wyjątkowego pecha), a potem już zapomniałam o tym miejscu.
Dawna Fabryka Prussaka
Zapoczątkowana w roku 1893, były to ręczne warsztaty, działano tu w tkaninie ubraniowej, wełnianej i mieszanej.
Fabryka Wyrobów Wełnianych Dawida Prussaka po śmierci w roku 1909 funkcjonowała dalej pod przewodnictwem spadkobierców.
W dwudziestoleciu międzywojennym zaprzestano produkcji. Na terenie miały natomiast swoje działalności inne mniejsze firmy takie jak: Mechaniczna Fabryka Pończoch Jakuba Friedlanda, bądź Fabryka Wyrobów Włókienniczych Samuela Milrada.
Po drugiej wojnie w tych murach zainstalowało się Przedsiębiorstwo Zaopatrzenia Przemysłu Odzieżowego.
 |
| Ja w swoim środowisku naturalnym. |
4.
Dawny kompleks fabryczny Maksa Wilczyńskiego i Jakuba Hirszberga
Tutaj też oszalałam. Ponieważ cały teren jest prywatny i chroniony, nigdy nie miałam okazji poszwendać się po nim, a naprawdę warto. Biegałam tam jak dzika.
Imponujących rozmiarów kompleks fabryczny stanął na działce ciągnącej się od Al. Kościuszki do ul. Wólczańskiej.
Budowę wszczęto w roku 1871, (w 1883 odbyła się rozbudowa). Ostatecznie kompleks oddano w roku 1892 roku.
Wilczyński i Hirszberg otworzyli w tych murach produkcję wyrobów dziewiarskich.
W kolejnych latach firma zamieniła się w spółkę akcyjną "Towarzystwo Wyrobów Dzianych. Jakub Hirszberg i Wilczyński w Łodzi".
Po drugiej wojnie fabrykę upaństwowiono. Działały w niej Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Tomasza Rychlińskiego – "Dresso".
Dziś cały kompleks jest prywatny i wyremontowany, pełni funkcje biurowe. Cały teren widnieje w rejestrze zabytków.
5.
Dawna fabryka Wilhelma Lürkensa
Wilhelm rozpoczął działalność w roku 1885, jego firma produkowała dzianinę bawełnianą i wełnianą, jednakże wówczas przy Piotrkowskiej gdzie wynajmował.
W roku 1898 skończył z najmem i rozpoczął budowę własnej fabryki.
Wjazd do zakładu był od Wólczańskiej, natomiast od Kościuszki wystawił swój pałac (oznaczony na mapce jako "Spatif") oraz mały dom.
Fabryka miała styl secesyjny acz skromny. Wyrazista czerwona cegła, wysoka klatka schodowa ze zbiornikiem na wodę oraz komin, którego dziś już nie ma.
Po jego śmierci (rok 1920) rodzina wystawiła fabrykę na sprzedaż.
W czasie drugiej wojny produkowano tu bieliznę i odzież.
W roku 1974 funkcjonował tu oddział Zakładów Odzieżowych im. A. Próchnika.
Dziś budynki pofabryczne z planem przebudowania na hotel, stoją w coraz gorszej ruinie. Właściciel (ten sam co Ogrodów Geyera), nie spieszy się z rewitalizacją. Z resztą nie słynie on z udanych projektów.

 |
Duży kontrast łódzki w zabudowie. Od prawej: ruina fabryki, stare kamienice, nowoczesny apartamentowiec. |
 |
A to widok na Wólczańską, gdzie trwa budowa. Wysoce prawdopodobne jest, że widoczna tu ściana frontowa, zostanie zrewitalizowana i wkomponowana w nowoczesny budynek. |
6.
Dawna fabryka braci Lange
Fryderyk i Gustaw Wilhelm Lange to synowie Fryderyka szewca z Konstantynowa.
W roku 1880 rozpoczęli budowę ręcznej tkalni lecz nim dobrze zaczęli produkcję, popadli w finansowe tarapaty. Byli zmuszeni sprzedać nieukończoną budowę, bowiem brakowało im na cegłę. Jednakże pozwolono im korzystać z części stojącego już budynku.
Porzucili plan tkanin i zajęli się maszynami włókienniczymi. Firma prosperowała bardzo dobrze, sprzedaż rosła, a po czasie mogli zakupić dodatkowe działki pod nowe obiekty fabryczne.
W roku 1895 rozpoczęli nową produkcję – rowery "Original Comet".
Po pierwszej wojnie produkcja trwała w najlepsze. W roku 1923 firma została przechrzczona na "Bracia Lange fabryka maszyn i odlewnia żelaza", zaś 5 lat później przekształciła się w spółkę.
W następnych latach zajęto się produkcją blachy na potrzeby lotnictwa.
Po drugiej wojnie fabryka braci Lange już nie działała. W tych murach otworzono Przedsiębiorstwo Traktorów i Maszyn Rolniczych, a w kolejnych latach Centralne Biuro Techniczne Przemysłu Maszyn Włókienniczych, następnie Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Maszyn Włókienniczych "Polmatex-Cenaro".
W roku 1972 część budynków fabrycznych wyburzono.

 |
| Niektórych rzeczy nie dało się inaczej pokazać, są już wspomnieniem, lub zupełnie nie można wejść na teren. |
7.
Była drukarnia Z. Manitiusa
W roku 1910 utworzono drukarnię spółki Michała Petersilge, Zygmunta Manitiusa i Alfreda Hessena.
W roku 1911 wybuchł poważny pożar. Produkcję wznowiono na początku 1914 roku.
Drukarnia działała wówczas pod rządami Z. Manitiusa i jego szwagra A. Hessena. Drukowano tu m. in. papiery dla handlu, przemysłu, urzędów, oraz podręczniki szkolne i broszury. Drukowały się tu własne wydawnictwa pedagogiczne, a także księgi handlowe.
Po wojnie drukarnię wraz z introligatornią i litografią prowadził tylko Z. Manitius. Część zakładu poszła w dzierżawę. Skorzystało dwóch biznesmenów: Artur Schicht i Maksymilian Kern, otworzyli tu mechaniczną fabrykę trykotaży.
W innej części otworzył swą fabrykę wyrobów dzianych Oswald Karoff.
W czasie drugiej wojny w drukarni powstawały banknoty, które były walutą w łódzkim getcie. Powstawały metodą litograficzną. Na trójkolorowym awersie widniał nominał i rysunek Tarczy Dawida. Rewers był dwukolorowy, na nim również widniał nominał, a także rysunek menory.
Banknoty pierwotnie posiadały znaki wodne, lecz w następnych latach z nich zrezygnowano ze względu na koszty. Tylko pięćdziesiątki nadal wytwarzano ze znakiem wodnym.
Każdy banknot miał ukryte kropki, które odróżniały je od falsyfikatów.
Pomysłodawcą i projektantem tych znaków był Icchak Brauner, lecz ostatecznie wzór do wydruku sporządził Ignacy Guttman wespół z grafikiem Pinkusem Szwarcem.
Wewnętrzne środki płatnicze obowiązywały jedynie w łódzkim getcie i w Teresinie (Czechy). Nigdzie indziej.
Po wojnie powstały na tym terenie Łódzkie Zakłady Typograficzne, później Archiwum Zakładowe Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, a następnie CBA.


 |
| Waluta getta. |
8.
Dawna niciarnia Oskara Mixa
Założona w roku 1888. Po śmierci szefa, tę rolę przejął syn Stefan. Wówczas nazwano fabrykę "Mechaniczna Tkalnia i Skręcalnia Oskar Mix właściciel Stefan Mix".
Wytwarzano tu: nici bawełniane, wełniane, jedwabne, oraz fantazyjne i metalizowane.
Po drugiej wojnie firma funkcjonowała w Zrzeszeniu Prywatnego Przemysłu Włókienniczego. Po roku 1956 mury przejęła Spółdzielnia Rękodzieła Artystycznego "Sztuka Ludowa".
 |
Generalnie to secesja. Przykro potraktowana... |
____________
Kiedyś praca w kominach bardzo się opłacała.
A nawet kominowy handel istniał.
9.
10 i 11.
Dawne zakłady Bronisława Grabskiego
Założony w roku 1921, lecz wcześniej (od roku 1909) właścicielem posesji był Reinhold Reichest.
Do pierwszej wojny funkcjonowała tu farbiarnia i apretura Aleksandra Miecalskiego i Juliana Reichesta.
W czasie II Rzeczypospolitej produkowano tu metalowe guziki i orzełki do mundurów dla Wojska Polskiego (ok. 40 mln. szt.). Produkowano tu również sprzęt do konserwacji broni, artykułów grawerskich i hafciarskich, pasmanteryjnych oraz sprzętu mundurowego i taborowego.
W zakładzie były: ślusarnia i blacharnia.
W roku 1946 fabrykę upaństwowiono. Powstały tu wówczas Łódzkie Zakłady Przemysłu Guzikarsko - Pasmanteryjnego.
 |
| 10. |
Dawna fabryka braci Bukiet
Bliżej ulicy 6 Sierpnia (nad niebieskim kółkiem z jedenastką), czyli sąsiedni plac, to właśnie ich fabryki, zatem analogicznie patrząc na mapę, pozostałość wraz z kominem ze zdjęcia, musiała należeć również do nich.
Dawid Bukiet najpierw rozpoczął produkcję chustek ale pod innym numerem ulicy. Gdy przeniósł się w to miejsce, mógł zatrudnić dwustu robotników. Tkalnia i wykończalnia tkanin wełnianych zgrzebnych prosperowała świetnie.
Po pierwszej wojnie rozbudowano park maszynowy (tkalnia na 350 krosien, farbiarnia, drukarnia) wówczas zatrudniono tu 500 osób.
W dwudziestoleciu międzywojennym siedziba zarządu wraz ze składem fabrycznym, zajmowały lokal przy Piotrkowskiej 104.
Właścicielami fabryki byli: dr. Józef Bukiet, Stefan Morozowicz, dr. Adolf Bukiet i Marceli Bukiet.
W roku 1938 wybuchł poważny pożar, zawalił się 3 piętrowy budynek, wszystko doszczętnie spłonęło, straty oszacowano na 1 mln. zł. Runął także pobliski dom mieszkalny lecz dzięki szybkiej ewakuacji nie doszło do tragedii.
W czasie drugiej wojny na terenie znajdował się obóz przejściowy dla młodych Polaków, przed wywozem do Rzeszy.
Po wojnie otworzono tu oddział Zakładów Przemysłu Wełnianego im. Wiosny Ludów.
W latach 90. ulokowano tu Hurtownię Artykułów Sportowych. W roku 1994 cały teren nabyło Państwo Gołębiowskich, którzy zainstalowali tu firmę MAGAM (produkcja wszywek żakardowych oraz taśm firanowych).
To ten budynek o którym na początku wspomniałam, ten bliżej ulicy 6 Sierpnia.
 |
| 11. |
 |
| 11. |
 |
| 11. siedziba zarządu wraz ze składem fabrycznym, zajmowały lokal przy Piotrkowskiej. |
__________________
Przechadzając się ulicami Łodzi, można znaleźć więcej takich starych fabryk, które w wieku XIX były wielkimi potęgami. Wprawione w ruch tryby tego przemysłowego miasta, generowały olbrzymie ilości dymu. Kominy symbolizowały pracę. Gdy komin przestawał dymić, oznaczało to, iż pracy (i wypłaty) dziś nie będzie.
Wszakże kiedyś robotnik nie dostał umowy o pracę – wyznacznikiem tego czy zarobi danego dnia, było działanie fabryki. Pracowano za dniówki, za tygodniówki, a zmiana trwała cały dzień.Temat fabryk jest mi bliski choćby z punktu widzenia fotografa, ale i kontekstu historycznego Łodzi, którym się interesuję. Lubię o tym czytać i lubię później Wam o tym opowiedzieć oraz pokazać co udało mi się znaleźć w ruinach każdej z nich. Jednakże na spacerach jestem grzeczna, rozrabiać chodzę później. ;)
Niesamowite są te pofabrykanckie budowle, a z przewodnikiem historie stają przed oczami.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam